Jedyny pewnik w życiu to śmierć. Ujmę to tak… Z przekory… Otóż: w tym roku odeszło grono znamienitych, popularnych osób, ikon. Nie bez zainteresowania w mediach wszelakich. Aczkolwiek krótkotrwałego. Czyli jak zwykle.

Ten rok jest jednak inny. Gwiazdy umierają, wieść o smutnych wydarzeniach żyje w social mediach, następnie też umiera, ale po chwili zmartwychwstaje niczym Jezus z Nazaretu.

Bo to wszystko przez niego! Przez TEN ROK! Zwany powszechnie „pierdolonym 2016”. Gdybym miała nadać temu zjawisku hashtag, brzmiałby – #niechtenroksięjużskończy A w ostatnim tygodniu: #jeszczetylko5dni #ojejjeszcze2dni itd. Robi się groteskowo.

Serio. Pojęcia nie mam skąd to przekonanie, że śmierć Bowiego, Cohena, Prince’a i George’a Michaela, Carrie Fisher czy Andrzeja Wajdy jest winą roku 2016!? Niestety nie.

I tu taka przykra niespodzianka. Jeśli ktoś sądzi, że będzie inaczej to warto się jednak na TO przygotować: kolejne lata również przyniosą wiele nieodżałowanych strat. Dziennie na świecie umiera ponad 150 tysięcy osób. Dla tych którzy zostają to zawsze jest straszne i smutne. W każdym roku, dniu, godzinie.

To nie ROK jest przyczyną zgonów. Gwiazdy, idole, nasi bliscy i my sami starzejemy się, chorujemy, ulegamy wypadkom. Ludzie giną na wojnach, umierają z głodu. I choć w serduchach mamy pustkę, żal i chcielibyśmy rzucić zaklęcie na rzeczywistość – to ona w 2017 wcale się nie zmieni. Nieuchronna i nieodwracalna Pani z kosą jest wśród nas. Bez szacunku dla wieku.