Robiąc porządki w lodówce stwierdziłam, że mam swoje dziwactwa. Zastanowiłam się nad tymi, które pierwsze przyszły mi do głowy (bo zapewne jest tego więcej) i powstał spontaniczny wpis.

5 dziwnych rzeczy o mnie

1

Trzymam dziwne rzeczy w chłodziarko-zamrażarce. Niektóre na wszelki wypadek. W mojej lodówce można np. znaleźć kilka pieluch tetrowych, kompres żelowy i kolorowe kostki lodu – z plastiku. Pieluchy na wypadek nagłego wzrostu gorączki – aby schłodzić potomka (polecam! korzystałam z tego patentu nie raz!), kompres – by ratować młodego przed sińcami, gdy się gdzieś biedak przypadkiem uderzy i kostki lodu z plastiku na okoliczność odwiedzin gości. Nie muszę pamiętać o przygotowywaniu lodu do cocktaili. Ale to nic!

W zamrażarce zdarza mi się też trzymać jeansy. Tak! Dobrze czytacie. Patent jet taki: jeżeli wieczorem stwierdzasz, że ulubione jeansy, które miałaś na sobie dzisiaj – musisz koniecznie włożyć jutro bo coś tam, ale boisz się że Ci nie wyschną jeśli je wypierzesz – wkładasz dżiny na noc do zamrażarki. Rano wystarczy je „ogrzać” i są jak nowe. Po kuracji odświeżająco-antybakteryjnej. W dodatku dobrze im to robi.

Ale najdziwniejsza rzecz jaką kiedykolwiek trzymałam w lodówce to prawdziwy hit. Gdy mieszkałam w górach, w mojej lodówce zawsze można było znaleźć antytoksynę jadu żmii. Czyli surowicę, którą można zastosować w przypadku ukąszenia przez żmiję zygzakowatą. Konieczności zastosowania na szczęście nie było, ale ja byłam spokojniejsza, szczególnie, że mieszkałam w pobliżu szczytu o wymownej nazwie: Żmijowiec. Nazwa nieprzypadkowa. Ampułki miałam dwie. Tak na wszelki wypadek 😉

2

Nieraz zdarzyło mi się, że gdy przychodzili do nas goście to mieli ze sobą, w pudełku albo w woreczku – tę rzecz. Serio. Sytuacja rodem z filmów Barei. A my, nigdy nie używając, wiecznie zapominaliśmy to kupić i obiecywaliśmy, że następnym razem na bank będzie. I znów zapominaliśmy…

Ale uspokajam. Dla wszystkich, którzy do nas wpadają na kawę lub herbatę  – już to mamy! Tajemniczy biały proszek 😉 Cukier! Później długo, długo sypaliśmy ludziom z torebki, bo ja, nieperfekcyjna pani domu zapominałam zaopatrzyć cztery ściany w cukierniczkę, ale tejże finalnie również się dorobiłam 🙂 Po kilkunastu latach.

Nie miewam też w domu ziemniaków. Na szczęście goście na tym nie cierpią 🙂

3

A skoro już tak krążę wokół tematu lodówki i słodkości to wbrew powszechnemu przekonaniu, że matki w skryciu przed dziećmi pochłaniają czekoladki – ja mam je w szafce, ale często ich nie jem. Tak samo jak innych słodyczy, które fajnie wyglądają w mojej kuchni. Służą mi za dekorację. Np. pastelowe pianki czy francuskie macaronsy.

4

W tej materii czuję się co najmniej jak dinozaur. Albo outsider. Wyobraźcie sobie, że jeszcze nigdy nie zamówiłam nic z AliExpress. Za to wciąż odnoszę wrażanie, że poprzez tą platformę – zakupy robią wszyscy oprócz mnie.

5

Jak będę jeść to znaczy, że będę czytać. Jeżeli nie ma obok mnie nikogo do porozmawiania w trakcie posiłku – to zawsze, ale to zawsze czytam. Cokolwiek, co mam pod ręką. Łącznie z instrukcją obsługi ciągnika rolniczego – jeśli akurat mój zainteresowany tematem syn pozostawi takową na stole. Droga przez mękę, ale i tak to robię. Inaczej miałabym poczucie straty czasu.

A jakie są Wasze dziwactwa?