Alegoria

Nawet największego optymistę proza życia jest w stanie zagiąć. Niezdarnie uformować na kształt precla czy innego krakowskiego obwarzanka. Zwinąć, zamknąć w doskonałym lub mniej doskonałym kształcie, wypiec jego skórę na twardo, drobnym makiem posypać i powiesić na sznurku. A niech dynda. Niech wisi bezsilnie i czeka. Aż ktoś go kupi. Za milion dolarów.

Precle to jednak pieczywo stadne. Zwykle nie powiewają na straganie w pojedynkę….

***

Jak mi pewna mądra osoba powiedziała, i dobrze, że powiedziała, i że to akurat ona – siłą jest pozwolenie sobie na słabość. Zaryzykowałam. Czasem trzeba sobie podyndać i poczekać na wiatr żeby się porządnie rozbujać. Wiecie jakie to trudne? Trudne, ale znośne i warte zachodu. Jak to życie, któremu towarzyszy czekolada.

Bo i na nią można sobie pozwolić. Otworzyć drzwi i wpuścić do domu dobrego ducha, który dowiózł z ulubionej kafejki aromatyczny, gorący napój i ramię swoje też. Napić się razem i podumać. Nad alegoriami.

„Z czekoladą jest jak z życiem – nie poczulibyśmy w pełni jego słodkiego smaku, gdyby nie odrobina goryczy, której czasem musimy doświadczyć.”

Joanne Harris, „Czekolada”

Dzwoni do mnie inna mądra. Wszak mówiłam już, że te precle to stadne są. Emergency? Mission Impossible? Red alert! Nie odkładaj słuchawki! Nim skończymy gadać ktoś do Ciebie zapuka. Tak też się stało.

Jak już precel się rozbujał to od tej aktywności zakwasów dostał. Chciało mu się więcej ale nie mógł. Na ratunek przyjechał Dotyk Komfortu. Dotyk komfortu z „Dotykiem Anioła” mi się skojarzył – z takim serialem z przełomu wieków. I mnie taki Anioł w skórze masażystki Magdy odwiedza, relaksuje w zaciszu moich czterech kątów, domowe SPA mi organizuje.

Bo plan naprawczy ducha bez naprawy ciała nigdy by się powieść nie mógł i odwrotnie. Wie to każdy precel, którego nadgryźć postanowił przechodzący rynkiem turysta (auć!). Wie to żona i matka, której zdarzyło się zapomnieć o sobie. I całe szczęście, że każda bliska dusza to wie. Lub ich cała banda. To Ci, których nie musisz widzieć i słyszeć na co dzień ale są wtedy kiedy trzeba. Wpadną z butelką wina lub kubkiem czekolady, odbiorą telefon w środku nocy i odłożą dopiero rano, regenerację mentalną i fizyczną zorganizują. Preclowi. Albo Feniksowi.