Z atrakcjami turystycznymi (tymi komercyjnymi), z miejscami, które to niby warto odwiedzić z dziećmi, zaznaczonymi na mapach rozmaitych miejscowości wypoczynkowych czy dużych miast jest tak, że często są dramatycznie przereklamowane. Stworzone pod turystę przypadkowego (takiego co już nigdy nie wróci ;)), bez żadnych dodatkowych celów, niewiele sobie reprezentują.

O na przykład w ubiegły weekend odwiedziliśmy Karpacz… Wprawdzie bez planu na wielkie zwiedzanie czy zabawę a raczej na szczyptę pracy, relaks, spacery i rodzinie spędzony czas, to jednak  mimo woli przyglądałam się okolicy i jej ofercie.

Dwie unikalne(!) wystawy klocków Lego w jednej małej miejscowości, obsmarowany negatywami w internecie pobliski (kierunek Szklarska) Dino Park (w temacie dinozaurów polecam Park Wrocławski w Lubinie), jakieś przydomowe parki miniaturowych budowli w zagrodach utworzonych z płotów ogrodowych. Bilbordy mocne (w sensie, że po oczach dają). Reszta słaba.

Nie byliśmy tam. Miejsca warte odwiedzenia w miarę możliwości wybieram nieprzypadkowo. Nie lubię wracać zawiedziona, a już najbardziej nie znoszę tracić czasu. Zamiast takiego parku z Big Benem, którego mogę ująć na zdjęciu między kciukiem a wskazującym, na wycieczkę z maluchem prędzej wybrałabym Ogród Bajek w Międzygórzu (choć nie powiem, że nigdy nie byłam, byłam w Miniuni w Czechach). Pszczółka Maja czy Koziołek Matołek może nie są atrakcyjnymi postaciami dla współczesnych dzieci ale by je spotkać trzeba pójść w te góry, wspiąć się trochę, zapachu lasu powdychać. Kija można długiego znaleźć, na pieńku przysiąść i o nieznanym dziecku Rumcajsie poopowiadać. Wróćmy jednak do przereklamowanych…

Jeździ się, płaci, ogląda i wszędzie nic specjalnego. Rozumiecie mój całkowity brak entuzjazmu?

Już myślałam, że nie ma szans na to by miejscówa była szumna a jednocześnie fajna ;). A jednak…

W marcu wybraliśmy się do wrocławskiego Afrykarium. Pomimo, że nasi znajomi zachwycali się tym miejscem, zachwalali je – nie jechałam tam z wielkimi nadziejami. Głównie z wielkim marzeniem mojego syna by zobaczyć duże ryby ale i z pewnością, że co by nie było – będzie fajnie. Przecież wszyscy nie mogą się mylić ;). Nauczona doświadczeniem nie spodziewałam się jednak fajerwerków.

I oto rzeczywistość przerosła moje oczekiwania stąd efekt zaskoczenia. Było naprawdę świetnie! To miejsce jest zorganizowane na wysokim poziomie. Myślałam, że to niemożliwe a tymczasem spotkałam tam Europę! Zatem krótko! Jeśli zastanawiacie się co robić w weekend – polecam. Nie zawiedziecie się (o ile wejdziecie na tyle wcześnie lub późno by ominąć tłumy). Nie mam wielu fajnych zdjęć gdyż ganialiśmy za rybami ale w sieci znajdziecie ich mnóstwo. I wiecie co? Żadne z nich nie oddaje klimatu Afrykarium. Tam jet o wiele fajniej! Bo jak opisać wrażenia jakie funduje przepływający nad głową wielki żółw czy gdy zza szyby zaczepia Cię foka?

Mniej natomiast polecam zoo. Jeśli macie ochotę i możliwość – wybierzcie jeden z czeskich (np. mój THE BEST OFF to Dvur Kralove) lub niemieckich ogrodów zoologicznych. Niestety. To jeden z tych punktów programu, na których zwykle się przejeżdżam. Polskie a sąsiedzkie – niebo a ziemia.

A Wy na jakich miejscach „przejechaliście” się? Lub jakie wyjątkowe polecacie? Zbliżają się wakacje. Warto się zorientować. W każdym razie ja – chętnie!

DSC_0467 DSC_0517DSC_0473