Dawno już się z tym wpisem nosiłam. Post na blogu dwojedzieciija.blogspot.com zainspirował mnie do pociągnięcia tematu. Zawsze gorący i kontrowersyjny, a na forach bez zmian. Jak wrzało tak wrze.

Wywód zacznę od małego podsumowania. Kategorie są umowne, bo idealnie nie da się ich sklasyfikować. Często wzajemnie się przenikają. O jakich imionach zatem dyskutuje się najwięcej?

  • TRADYCYJNE (nie mylić z Polskimi) – Hanna (poch. hebrajskie), Jan (poch. hebrajskie), Zofia (poch. greckie), Zuzanna (poch. hebrajskie), Franciszek (poch. germańskie), etc.
  • ZAGRANICZNE – Wanessa, Brajan, Kewin, Olivier, Naomi, Dżessika, etc.
  • MODNE – Lena, Jakub, Julia, Szymon, Mateusz, Maja, Amelia, Kuba, etc.
  • RZADKIE/ORYGINALNE/ARCHAICZNE – Tytus, Mieszko, Kosma, Greta, Sasza, Gniewko, Romeo, Zoja, etc.

Po pierwsze. Nie nadajemy dzieciom imion polskich. W większości, te które określane są jako polskie mają tak naprawdę zupełnie inne pochodzenie, a określanie ich jako polskie jest powszechnym błędem. Polski byłby Stanisław, Kazimierz czy np. Wisława. No ale przecież nie chcemy nadawać imion, z których rzekomo ktoś by się śmiał. Stanisław August, Kazimierz Wielki, Wisława Szymborska. Rzeczywiście. Porażka… Argumenty, że jesteśmy w Polsce więc niech dzieci noszą polskie imiona można zatem wsadzić sobie w buty. Wystarczy spojrzeć na pierwszą dwudziestkę rankingu imion. Gdzie te polskie?

Po drugie. Że niby Polacy chcą być postępowi. Mamy tu m.in. Pamele i Kewinów. Ale mówi się, że takie imiona to domena rodzin patologicznych albo biednych czy niewykształconych. Że się filmów amerykańskich naoglądali. Że chcą być lepszymi niż są. No a nawet jeśli tak jest, to co? To Ci ludzie i tak nie przeczytają tych naszych wywodów na temat tego jakie imiona powinno się nadawać, a jakich nie. Nie będą się nad tym zastanawiać i myśleć o konsekwencjach swojej decyzji. Oni nie myślą takimi kategoriami. Im się podoba i już. I są zadowoleni z tego, że ich dzieci mają takie imiona. Ponadto Brajanów, Alanów, Nadii jest już naprawdę dużo i nie sądzę, że za XX lat te imiona będą kogokolwiek dziwić. Na „przeglądach” niemowlęcych poznałam mamę pulchnej i wychuchanej  Vanessy (od razu zaznaczyła, że przez „V”). Raczej niezamożna, pewnie niewykształcona, ale dumna ze swojej córki i szczęśliwa, że nadała jej wyjątkowe imię…

Aha! Jeszcze rodzice od Maryś, Jasiów i Małgosi. Niby nie idą za modą, ale idą za modą na uniwersalizm. Szczyt drabiny społecznej.

Najczęściej powtarzany zarzut wobec rodziców nadających takie a nie inne imię (oryginalne, starodawne, amerykańskie) to taki, że nie mają wyobraźni. W tym miejscu zawsze pada ten sam przykład. Że dzieci w szkole są bezwzględne, że dziecko będzie wyśmiewane. Ludzie! Czy ja mam dzisiaj nie nazwać dziecka imieniem „X” bo za dajmy na to 10 lat jakieś inne dziecko będzie mojemu dokuczać? Czemuż miałoby to robić? Przez całe życie spotykałam dzieci o naprawdę różnych imionach i nigdy nikt się z nich nie śmiał! Nawet gdyby miało dojść do takiej sytuacji to lepiej zastanówmy się z czego ona miałaby wyniknąć? Przecież każde dziecko rodzi się z czystą kartą. To rodzice uczą je co dobre i złe. Co zabawne, a co smutne. Wynika z tego, że ta domniemana przyszła bezwzględność dzieci wobec rówieśników z wyróżniającym się imieniem jest uwarunkowania brakiem tolerancji i uprzedzeniami ich rodziców. No więc czy mam nie nazwać dziś dziecka imieniem „X” bo jakiś inny rodzic ma inny gust i z imienia „X” się wyśmiewa, a potem przekaże swoje upodobania swoim dzieciom? Na tym polega ta wyobraźnia? Na strachu przed reakcją kogoś kogo nawet nie znam i pewnie nie chciałabym znać? Ludzie mówią, że są tolerancyjni. To Ci wykształceni! Uczą się języków, akceptują inne rasy i kolory skóry. Ale o imionach innych niż te, które im samym się podobają potrafią wyrażać się najgorszymi słowami. Czy to jest normalne?

No i jeszcze jedno zagadnienie. Świat się kurczy. Jest na wyciągnięcie ręki. Nasze dzieci są nie tyko obywatelami Polski ale i europejczykami, obywatelami świata. Będą podróżować, studiować za granicą i często tam mieszkać. Obcować z ludźmi różnych wyznań i narodowości. Jak sądzicie? Czy tych ludzi będzie dziwić Amanda Kowalska czy Angelo Sroka? Nie sądzę.

Nadawanie imion przypisywane jest panującym modom, miejscom rodziców na drabinie społecznej rzadko ich gustowi. Moim zdaniem jeśli imię nadane jest zgodnie z obowiązującym prawem to jest OK. Niezależnie czy jest Zosia, Alan czy Bonawentura. Zostawmy tę decyzję rodzicom i nie oceniajmy jej. Czy gdyby wszystkie dzieci były Stasiami i Marysiami lub Maxami i Nicolami nie byłoby szaro? Nie byłoby nudno?

Imię mojego syna mieści się w kategorii „oryginalne”. Oryginalne w Polsce, ale już w Grecji jest to imię bardzo popularne. Kosta był Kostą już w brzuchu i dziś nie wyobrażam sobie by miałby nazywać się inaczej. Przyznaję. Miałam pewne obawy. Za każdym razem gdy ktoś pytał o imię maluszka i je wymieniałam padało pytanie: „jak?” (tak jest zresztą do dziś). Nagle wszyscy wokół zaczęli cierpieć na lekki niedosłuch. Potem bez komentarza. Kiedyś, drążąc temat imienia, znalazłam dorosłego już Kostę na jednym z portali społecznościowych. Napisałam do niego i zapytałam czy kiedykolwiek miał z powodu imienia jakieś nieprzyjemności? Odpisał, że wręcz przeciwnie, że spotykał się z samymi pozytywnymi reakcjami, powodzeniem u dziewczyn 🙂 i że gratuluje wyboru.

Nie demonizujmy zatem przy wyborze imion dla swoich pociech. Zdajmy się na swoje preferencje i idźmy za głosem serca 🙂 Znam Ignacego, Tytusa, Gaję, Chantalle, Maksyma, wspomnianą już Vanessę przez „V”, Alana, Nicolę, 3 Zojki, Zosię, Marysię, Kubusia, Jasia, Wojtka, Mateusza … Wszystkie dzieciaki szczęśliwe. Czy liczy się coś jeszcze?