Pewien letni wieczór na północy. Tak zwane „pogotowie” co to przyjmuje, gdy rodzinni już zamknięci. Pan z chorą ręką, młodzieniec z bliźniaczką syjamską. A nie. To nie bliźniaczka. Ani podobni, ani niepodobni. Coś na nim, młodzieńcu tymże, wisi. I nawet by mnie to nie zdziwiło, nie zainteresowało, gdyby nie to, że wisząca wisiała tak przez dwie godziny. Po pierwszej zaczęłam współczuć… Dalej dziewczyna z Koleżanką i bólami wnętrza takimi, że śmiać się nawet nie może i oddychać, niemowlę z aftami, babcia z balkonikiem, moje dziecko z gorączką.

Dziewczyna z Koleżanką i bólem wnętrza spotykają parę znajomych. On prowadzi, ona na wózku. Jadą korytarzem w jedną stronę, potem wracają, następnie już idą. Do domu. Marysia ze skręconą kostką. Spadła w pracy z drabiny. 14 dni zwolnienia, a później się zobaczy. Przed nami raptem kilka osób na krzyż, ale kwitniemy w poczekalni bo doktorowi wiesza się komputer. Jeden pacjent – aż 30 minut. Prawie jak w „Na dobre i na złe” z naciskiem na złe. Minuta leczenia. 29 minut enter, escape.

Marysia z mężem i dziewczyna z Koleżanką i bólem wnętrza głośno rozmawiają. O pracy wspólnej właśnie, o pogodzie, przypadkach rodzinnych, o szkole. Kolej dziewczyny z bólem wnętrza. Wchodzi. Jej koleżanka i Marysia z mężem czekają na nią. Z tematu szkoły naturalnie przechodzą w temat dzieci. Koleżanka ma wyczekaną córę 3-latkę, z którą nie chodzi się do sklepu bo jest afera, że musi TO mieć i dwóch nastolatków. Marysia z mężem mają 9-latkę i 10-latka. Wtem. Konwersacja dość długa już, zwyczajna nabiera nowego oblicza. I rodzice wymieniają się patentami na lanie dzieci. Małą to można szurnąć bo mała jeszcze. Gorzej ze starszymi. Ale jak koleżanka (metr pięćdziesiąt w kapeluszu, waga piórkowa) się wkurzy to i nastolatkowi natrzaska. A Marysia też sobie tylko z córką radzi, bo syn większy od niej (Marysia naprawdę niska i drobna) więc jemu w razie potrzeby przywala mąż…

I jak gdyby nigdy nic – znajomi płynnie zmieniają temat na dziewczynę z bólem wnętrza, która wciąż jest w gabinecie. Okazuje się, że boli i oddychać pełną piersią nie może i śmiać się bo facet ją pobił. Ciągle bije. I choć ona taka zakochana i nic nie da sobie powiedzieć, to znajomi spod gabinetu, jak tylko wyjdzie, wspólnie przemówią jej do rozumu i ona wreszcie musi odejść. Bo to niedopuszczalne tak się znęcać nad kobietą…