„Cisza jest lepsza niż pieprzenie bzdur” – napisała jedna laska na TT nt. Instastories.

Coś już kiedyś tutaj mówiłam, że sama jestem zaborcza na słowo pisane, mówione, każde. Na Insta swoje ulubione „kanały” mam i czasem puszczam sobie ludzkie opowieści, gdy warzywa kroję, w garnkach mieszam czy gdy autem jadę. Czasem nawet wolę to niż radio, gdzie co drugą piosenkę mam wątpliwą przyjemność wysłuchiwać reklam o wypróżnianiu tudzież tamowaniu wypróżnień…

No, ale tych ulubionych mam kilka i w ciągu dnia słucham głównie muzyki. Wrzucam Wam kawałki, które są moimi ulubionymi ostatnio. Szału może nie być, bo ja non stop wracam do tych samych nut, ewentualnie w nowo odkrytych aranżacjach. Pewnie znacie. Moi miewają mnie dosyć, bo jak złapię zajawkę na jakiś kawałek to zapodaję go nieraz non stop po kilkanaście czy kilkadziesiąt razy, aż się dzień skończy 😀 i trzeba iść spać… Ale co zrobić? To mi w duszy gra… A cisza nie jest lepsza niż pieprzenie bzdur. Lepsza jest muzyka.

Coma „Daleka droga do domu”. W kółko. Od lat. Ten tekst! Ten głos! Ta moc! Daje mi kopa! Ostatnio słuchamy częściej. My, bo zakochał się w tej nucie mój syn.

Fink „Looking too Closely”. Więc tak. Dużo w życiu mnie omija. Ot np. ostatnio dowiedziałam się o istnieniu magicznych gąbek z AliExpress. Ale skąd mogłabym o nich wiedzieć, skoro nie znam nawet Ali… No wiem, że jest, słyszałam, ale się jakoś nad tematem nie pochyliłam. Podobnie mam z zespołem Fink. Nie wiem jakim cudem mogłam ich nie znać? Wszystkie ich kawałki to obłęd. Najbardziej jednak ukochałam kawałek „Looking too Closely”. A wyhaczyłam go nadrabiając zaległości serialowe, a potem odtwarzając genialną ścieżkę do „Suits”, którą zresztą polecam najmocniej. Po nitce do nowej muzycznej miłości. Cudowny, mądry tekst. Super klip, świetna nuta.

„Motyle” Pectus. Tu znów o mojej ignorancji… No więc nie cierpię zespołu „Pectus”. Kompletnie nie moja bajka. „Motyle” usłyszałam w radio. Jakieś 2 tygodnie temu. Wokół dużo się działo i w tle „odbierałam” jedynie barwę głosu, zresztą w strzępkach. Potem odnalazłam na YT no i wpadłam. Ta piosenka jest z 2010. Ja dopiero się z nią zaprzyjaźniam. Bo powiem Wam szczerze – nie wiem czemu mnie urzekła; zajeżdża mi pewnym charakterystycznym gatunkiem… Jednak sposób zaśpiewania konkretnie dziesiątego słowa w tym utworze mnie kupił. I przepadłam.

Teraz powinnam napisać… Nosowska. No ja ją kocham, po prostu. Za muzykę, za felietony w „Zwierciadle”, za ciepło i mądrość i skromność i pokorę, jakie od niej biją. Ostatnio słucham nieustannie kilku kawałków. Z Krzyśkiem Krawczykiem w Duecie, z ukochanym Ryśkiem Riedlem (z 1993 roku!) no i z ostatniego Woodstocku w kiepskiej jakości… ;). W ogóle to słucham mnóstwo epickich wykonów z różnych Woodstocków. Perły, mówię Wam! Potrafię zagrzebać się w nich na pół nocy.

Organek i Dawid Podsiadło „Co mi Panie dasz?”. Podsiadło? Wszystko!

Jeszcze raz Coma. „Lipiec”. Tekst. Klip. Nieprawdopodobny kawałek!

Fish Emade Tworzywo. „Biegnij dalej sam”. I od razu mam ochotę ruszać przed siebie.

Muzyka filmowa. Ostatnio bardzo często wracam do tego, w różnych wersjach. Cały soundtrack super. Muzyka Daniela Blooma do filmu Jacka Borcucha „Wszystko co kocham”.

Okej. Wystarczy. Mogłabym tak wrzucać bez końca. Widzę, że ostatnio dużo po polsku i wyłącznie oldschool. Kocham i rozumiem…

A jeśli chcecie posłuchać poprzedniego posta muzycznego, to znajdziecie go TUTAJ.