Wyobraź sobie, że jesteś na karuzeli. Panom obsługującym przestarzałą maszynę coś się pomyliło i kręcisz się w zawrotnym tempie, dużo dłużej niż zakładałeś przy kupowaniu biletów do wesołego miasteczka. Możesz na chwilę przymknąć oczy i znaleźć się w tej sytuacji? Miałaś/eś dobrze się bawić a tymczasem czujesz się jak statysta w nowej części „Oszukać przeznaczenie”. Lub inaczej. Czujesz się w swoim żywiole i możesz tak wirować bez końca.

Panom się przypomniało. To teraz zejdź z tej karuzeli. Funkcjonuj.

*

Jesteś w centrum dużego miasta. Za chwilę, wraz z wylewającym się w tym samym kierunku co Ty – tłumem ludzi, których oddech czujesz na plecach, będziesz przechodzić przez ogromne przejście dla pieszych. Słyszysz szum wydawany przez setki samochodów, gdzieś obok na przystanek podjeżdżają dwa tramwaje, dzwonią. Nad głową przelatuje helikopter, ulicą jedzie karetka na sygnale. Ludzie obok Ciebie rozmawiają, inni krzyczą w telefon by dogadać się ze współrozmówcami. Zielone, sygnalizator pika, ruszacie. Dzwoni Twoja komórka… Możesz przenieść się na sekundę w to konkretne miejsce? Czujesz chwilowe zagubienie, przeładowanie? A może gdyby w tym czasie na tarasie pobliskiego odbywał się jakiś mainstreamowy koncert, a obok działałby czynnie plac budowy nadal nic by Ci nie przeszkadzało?

*

Większość czytelników tego bloga to matki. Wyobraźcie sobie, że znów jesteście w ciąży. A może właśnie jesteście? Pamiętacie te chwile gdy Wasze ulubione bagietki z pobliskiej piekarni nagle zaczęły śmierdzieć starymi skarpetami? To oczywiście przykład. Każda z nas nie mogła znieść innych zapachów ale przypomnijcie sobie „to” odpychające uczucie. Jeśli zaś nie byłyście w ciąży lub zmysł węchu Wam się nie wtedy nie wyostrzył – wystarczy, że wrócicie pamięcią do przejażdżki zatłoczonym autobusem linii miejskich w środku upalnego lata. Obrzydzenie? A może czujesz niewiele? Zaciągasz się mocno by poczuć zapach ulubionych perfum ukochanej osoby i nic…?

*

Kojarzysz z TV takie programy, w których by zdobyć nagrodę trzeba podjąć się ekstremalnych zadań? Dać się, w samych gaciach, zamknąć w skrzyni pełnej owłosionych pająków, włożyć ręce do akwarium pełnego obślizgłych robali by wyszukać tam zapałkę? Spróbuj wyobrazić sobie jakie to uczucie? Jak zachowywałyby się Twoje zmysły? Jak zachowywałbyś/zachowywałabyś się Ty?

*

A pamiętasz z dzieciństwa rajtuzy? Jeden z symboli głębokiego kryzysu tamtych lat? Co tam jeszcze było? Gryzące golfy, swetry wełniane?

*

Lubisz jeść flaczki, wątróbkę, owoce morza, zupę rybną? A może choć jedna z tych potraw jest zupełnie nie do przyjęcia i odrzuca Cię gdy tylko czujesz jej zapach? Wymieniłam cztery. Dwóch z nich nigdy nie spróbowałam, jedną z nich tylko raz w życiu. A Ty?

***

Mam nadzieję, że jesteś osobą empatyczną. Że powyższe opisy pozwoliły Ci postawić się w tych sytuacjach na moment. Lub że jesteś na tyle inteligenta/y emocjonalnie, że mogłaś/eś wyobrazić sobie „uczucia” o których piszę. Zrozumienie jest  ważne bo pędzimy dalej.

Gdy dziecko jest niejadkiem.

Chyba nie ma w sieci portalu o dzieciach i rodzicielstwie, na którym nie znaleźlibyśmy całej gamy sposobów na niejadka. Jedne są mądre inne głupie, niektóre prawią o potrzebie zrozumienia dziecka. O tym, że może mieć inne upodobania, że trzeba dać mu wybór. Jasne, że może. Jasne, że trzeba. Obok tego można znaleźć pierdyliard dobrych rad i reklam syropków na apetyt w bocznym panelu strony. I fora pełne zdesperowanych rodziców, którzy biorą sobie te wszystkie patenty do serca, biegają po lekarzach, stają na rzęsach, układają pejzaże z „Krainy Lodu” na talerzach, a ich dzieci nadal nie chcą „normalnie” jeść.

Twoje dziecko nie jada większości pokarmów, jada wybiórczo (jak Ci się zdaje – ulubione) lub/i wybiera opcje, które uznaje za bezpieczne np. kolorystycznie – pokarmy żółte czy białe? Może często zatyka nos, mówi, że śmierdzi lub/i nieswojo czuje się w niektórych miejscach (niekoniecznie restauracjach)? Je makaron w domu a „na obiedzie” u babci już nie, itd.?

Czy wiesz, że takie zachowania nie muszą mieć związku z upodobaniami czy apetytem a już tym bardziej z osławionym buntem iluś tam latka czy „z kaprysem”? Może chodzić o dysfunkcje procesów sensorycznych gdzie nadmiernie wyczuwane zapachy lub inne bodźce bombardują(!!!) system nerwowy dziecka lub o inne zaburzenia zmysłów.

Smak, wzrok i dotyk też mogą mieć tu znaczenie choć wcale nie muszą. Mamy bowiem do czynienia z „przyczajonym tygrysem”.  Są dzieci nadwrażliwe węchowo i takie, które tej wrażliwości poszukują. Są dzieci nadwrażliwe na zapach i smak ale źle reagują raczej na to pierwsze. Dzieci, które wybierają tylko określone pokarmy mogą być z kolei nadwrażliwe nie smakowo a dotykowo. To wszystko jest skomplikowane. Dysfunkcje poszczególnych zmysłów mogą ujawniać się razem lub oddzielnie. Trudno nam to sobie wyobrazić bo nasz mózg i mózgi przeciętnych dzieci tłumią to to co nieprzyjemne.

Wróćmy do zupy rybnej, flaczków i wątróbki. Czy jedzenie wbrew sobie i Twoim zmysłom wykracza poza strefę Twojego komfortu? Zapewne. Kolor, konsystencja, temperatura dania i zapach… dla dziecka z zaburzeniami integracji sensorycznej mogą być odpychające, dekoncentrujące, kojarzące się z cierpieniem, wręcz nie do zniesienia. Dla niego flaczkami może być kanapka z żółtym serem, banan…

Jedzenie to nie wszystko.

Wróćmy na zatłoczoną ulicę.

Czy wiesz, że dla Twojego dziecka taką ruchliwą, hałaśliwą ulicą, na której trudno się skupić, odnaleźć, zorganizować może być zacisze jego własnego pokoju, w którym próbuje odrobić lekcje a nad jego głową tyka zegar? Ze-gar! I tak jak czasomierz w pokoju tak i szczekanie psa, kuchenny robot, odgłosy tv dobiegające z innego pomieszczenia, wycie syren w oddali, czyjś głos, wiejący wiatr, woda lejąca się z kranu czy tłukący o chodnik deszcz mogą zakłócać funkcjonowanie malucha. Wyprowadzać go z równowagi.

Ulica… Być może Twój mózg jest w stanie ogarnąć wszystko co dzieje się wokół i to bez bólu głowy. Odbierasz bodźce, organizujesz je, interpretujesz i integrujesz, a to wszystko odbywa się w dużej mierze poza Twoją świadomością. To dzięki temu poprawnie działającemu mechanizmowi możesz przechodzić przez ruchliwe przejście dla pieszych rozmawiając przez telefon, grzebiąc w torebce i nie potykając się przy tym jednocześnie, nie gubiąc wątku i odnajdując w otchłani torby to czego akurat potrzebujesz.

Z  dzieckiem które spontanicznie, pod wpływem dźwięków zatyka uszy, które się ich czasem boi, które się chowa, kuli,  które unika tłumów – jest inaczej. Czuje się przestraszone, zagubione, rozbite.

Warto wiedzieć, że są dzieci nadwrażliwe słuchowo ale i podwrażliwe (cierpiące na niedowrażliwość). One nie zamykają się przed nadmiarem dźwięków. Uwielbiają je i chcą więcej. Chcą tego koncertu na tarasie i placu budowy. Z pasją będą przysłuchiwać się odkurzaczom, trzaskać drzwiami, rzucać przedmiotami i krzyczeć.

Nic takiego?

Będziesz słyszeć od życzliwych lub sądzić, że dziecko wyrośnie z tego. W rzeczywistości ono, w wyniku nadmiaru lub braku informacji docierających do mózgu, przechodzi katusze. I faktycznie. Wyrośnie. Ale problemy z zakresu integracji sensorycznej wyrosną razem z nim.

Twoje dziecko nie chce się ubierać? A może nie lubi bawić się w piasku, dotykać kredek i farb?

Było trochę o węchu, smaku i o słuchu. Jest jeszcze układ przedsionkowy czyli zmysł równowagi i układ dotykowy ledwie muśnięty w tym tekście. Chodźmy najpierw na tę karuzelę. Wesołe miasteczko zmieńmy na zwykły plac zabaw. Twoje dziecko schodzi po dwóch niemrawych kółkach? Ty o tym nie wiesz, ale jego zmysły powiedziały mózgowi, że kręciły się całe wieki z zawrotną szybkością. Układ przedsionkowy odpowiedzialny jest za prawidłowe relacje z grawitacją a deficyty w jego funkcjonowaniu są trudne do wykrycia. Zdrowe dziecko może nie przepadać za jazdą na rowerku, wchodzeniem po schodach, za ubieraniem, wiązaniem butów, pisaniem, rysowaniem, za grą w piłkę. Możesz pomyśleć, że to drobiazgi. Że maluch przoduje w innych dziedzinach, a nie można być orłem we wszystkim. Możesz też sprawdzić czy niedoceniony „szósty zmysł” dziecka funkcjonuje prawidłowo.

Czy wiesz, że to właśnie od  poprawnego działania zmysłu równowagi zależą dosłownie wszystkie czynności, których uczy się maluch w pierwszych 15 miesiącach życia, a potem, przez całe życie z tych umiejętności korzysta? Deficyty w jego funkcjonowaniu ujawniają się w postaci zaburzeń trudnych do zdiagnozowania łączonych z emocjami, uczeniem się, zachowaniem i często kompletnie niewidocznych dla prowadzących lekarzy, pedagogów. Problemy, jeśli w ogóle zostaną dostrzeżone, mogą być wiązane właśnie z innymi, bardziej „popularnymi” zmysłami ale trzeba pamiętać, że żaden z nich nie działa w izolacji. One współdziałają, wpływają na siebie i pomagają sobie wzajemnie. Jeśli zawodzi jeden – wpływa tym na inne.

Układ przedsionkowy jest związany z propriocepcją (czuciem głębokim), a ta m.in. ze zmysłem dotyku. Jest sprawą oczywistą, że dotyk w życiu dziecka pełni kluczową rolę i jest pierwotnym narzędziem komunikacji malucha ze światem. Dziecko od pierwszych chwil życia potrzebuje bliskości, dotykania i bycia dotykanym. To najważniejsze dla rozwoju fizycznego, poznawczego, intelektualnego, dla harmonijnego rozwoju wrażliwości i emocjonalności. Dziecko z nadwrażliwością może odbierać dotyk jako nieprzyjemny, uchylać się od niego, odczuwać swoisty ból, odczuwać świat jako zagrażający i atakujący. Dziecko z podwrażliwością może nie odczuwać nic i próbować rekompensować sobie brak bodźców w dziwny, niezrozumiały dla otoczenia sposób. Kręcić się intensywnie wokół własnej osi, obijać celowo o przedmioty.

Dotykiem, które dziecko może czuć za bardzo może być muśnięcie wiatru i kropla deszczu na twarzy…

Ściśle z układem dotykowym współpracuje układ proprioceptywny odpowiedzialny za odbieranie bodźców związanych z ruchem i położeniem ciała. To dzięki nim, wspomaganym przez inne zmysły jesteś w stanie usiąść przy stole (zamiast obok stołu), podnieść szklankę, napić się bez rozlewania.

Tak samo jak w przypadku wszystkich zmysłów, których temat poruszyłam – o tych wpływających na równowagę i czucie można by napisać elboraty. Pewnie rozwinę temat i skupię się na działaniu poszczególnych zmysłów w kolejnych postach jednak teraz rzucam hasłami, które sprawią, że u niektórych rodziców zapali się czerwona lampka.

Dotyk.

Twój maluszek nie lubi miękkich maskotek a woli bawić się przedmiotami o charakterystycznej w dotyku powierzchni np. chropowatej? Nie lubi dotykać piasku, kredek, maczać paluszków w farbach przeznaczonych do malowania rączkami? Jest zachowawczy podczas zabaw ruchowych? A może nie znosi chodzić po plaży czy trawie gołymi stópkami? Może nie ma ochoty dotykać „mokrych” owoców i nie może znieść kilku kropel wody na bluzce? Urządza dantejskie sceny podczas ubierania? Przeszkadza mu każda fałdka, szew, wszystko go gryzie? 

Cierpi. Tak jak Ty cierpiałbyś/cierpiałabyś chodząc po dywanie z gąsienic. A pewnie jeszcze bardziej. Czy wiesz, że jeśli doświadczenia dotykowe dziecka są niewłaściwie interpretowane przez mózg to nawet rozwój mowy nie będzie przebiegał prawidłowo?

***

Ten tekst jest równie pogmatwany co działanie zmysłów ludzkich, których funkcjonowanie przenika się, jest symbiotyczne. Mówi o procesach integracji sensorycznej (IS) podczas których układ nerwowy człowieka odbiera informacje z receptorów zmysłu wzroku, słuchu, węchu, smaku, równowagi, dotyku i czucia głębokiego, a dalej przetwarza i organizuje.

Baczna obserwacja i działanie w razie dostrzeżenia dysfunkcji to zadanie rodzica często bowiem trudno jest zauważyć drobne aczkolwiek istotne problemy osobom, które nie przebywają z dzieckiem stale. Problemy z integracją sensoryczną są rozpoznawane nie tylko u dzieci zmagających się z chorobami (autyzm, porażenie mózgowe) ale i  u zdrowych szkrabów w normie intelektualnej. To właśnie dla dzieci rozwijających się prawidłowo ale doświadczających problemów w codziennym funkcjonowaniu przeznaczona jest metoda integracji sensorycznej.

Napisałam ten post by nakreślić, że pewne zachowania dzieci, które mogą uchodzić za dziwactwa, które sprawiają, że przypina im się łatkę „dziecka po prostu wrażliwego” (przewrażliwionego) albo nadpobudliwego albo indywidualisty – wcale nie muszą być związane z ich charakterem, a już tym bardziej z „buntem” czy „zepsuciem”. Ale też po to by uświadomić rodzicom jak z pozoru drobny problem dziecka (w oczach dorosłego) – dla niego może być prawdziwym dramatem. Tym straszniejszym, że kompletnie niezrozumianym przez dorosłych, przez najbliższych. Dlatego chciałam abyście postawili się w skórze cierpiących maluchów, których zmysły czują coś bardziej lub mniej. By łatwiej było zrozumieć, że maluch, który nie chce stanąć stópką na plaży – nie grymasi. To może sprawiać mu ból. Dziecko przewrażliwione węchowo może czuć obrzydzenie jedząc coś najpyszniejszego (dla innych) na świecie, a to, które nie chce się ubierać nie robi rodzicom na złość każdego ranka przed wyjściem do przedszkola. Dotyk najpiękniejszej bawełnianej koszulki z materiałów organicznych może sprawiać ból…

Nie skupiałam się na opisywaniu prawidłowości i dysfunkcji w działaniach każdego zmysłu, na przyczynach zaburzeń (nawet trudny poród czy CC), na sposobach ich niwelacji. Dziś chodzi mi o to by spróbować postawić się w skórze dzieci…

***

Warto wiedzieć, że w temacie integracji wiele można. Można sobie radzić nawet we własnym zakresie, po ustaleniu najlepszych metod terapii ze specjalistą ale istotne jest to, że trzeba się tym zająć jak najszybciej bo tylko do wieku wczesnoszkolnego można uzyskać pożądane efekty. Nie można tylko jednego. Nie można zbagatelizować sprawy, zwalić wszystkiego na kark formułki „wyrośnie” bo jeśli pozostawimy tę sprawę samej sobie to z pewnością odbije się na przyszłym życiu dziecka.

Zerknijcie na poniższą infografikę i pamiętajcie: diagnozy stawiają specjaliści zajmujący się integracją sensoryczną. Służą do tego specjalne badania i testy. To oni też zalecają najtrafniejsze dla danego dziecka formy terapii. To do nich trzeba się zgłosić jeśli cokolwiek Was niepokoi.

***

ulotka_SI_mala

Źródło grafiki: www.swiadomyrodzic.pl