W życiu byłam tam setki razy. Słyszałam jak chrupią, mlaszczą, śmieją się i ryczą ze śmiechu. Jak łkają i zawodzą na całego. Ba – sama wczoraj omal nie popłakałam się podczas jednego ze zwiastunów 😉 Ale pierwszy raz zdarzyło mi się słyszeć żeby ludzie po seansie w kinie klaskali. Panie i Panowie! Orzeł wylądował!

Moment! Wszystko przez ten półmrok. To ja nie jestem w samolocie pełnym rodaków, który to właśnie usiadł na pasie?

Puentą powinnam zakończyć ten tekst bo jeśli obejrzycie film „Disco Polo” będziecie wiedzieć, że mogłaby ona stanowić element scenariusza 😉

A na serio! Kochani! Nie pokuszę się o kolejną recenzję. Dziś sama kilka z nich przeczytałam w sieci. Zwykle oddają przekaz tego filmu.

Jeśli dotrze do Was coś o Lynchu czy Tarantino to nie będzie ściema. Jeśli dotrze do Was coś o żonglerce międzygatunkowej to nie będzie ściema. Absolutna precyzja i pomysłowość. Byłam zaskakiwana! Epizod z Jerzym Urbanem powalił mnie na łopatki.

Jeśli dotrze do Was coś o doborowej obsadzie to nie będzie ściema! Wszystkie absurdy tego obrazu aktorzy zagrali fenomenalnie i niech Wam nikt nie mówi, że z Kotem było coś nie tak. On już nie jest Bogiem. On jest zupełnie kimś innym. Jak zwykle w rolę wcielił się doskonale. Do tego, a przede wszystkim Ogrodnik, Głowacki (oboje mega!)  i jeszcze demoniczny Bartosz Bieleń – ode mnie POLSKAR za wyraz twarzy!

be55db39d16450a3f5b97c7b8f553965,640,0,0,0 (2)

 

Film z założenia przerysowany, surrealistyczny choć podobno wszystkie jego wątki oparte są na faktach. Film nie o disco polo. Niby trochę o amerykańskim śnie. Główny bohater nosił jednak gacie z motywem amerykańskiej flagi. Zakładam, ze jest w tym głębia niekoniecznie czarna dziura.

Jeśli macie ochotę na dozę rozrywki i dobry nastrój – idźcie do kina na „Disco Polo”! To jest komedia dla każdego.