Po braku czekolady. Po braku czekolady poznałam, że nadszedł koniec tegorocznych świąt. A było to tak…

W sobotę wieczorem ruszyłam tyłek i wartkim krokiem udałam się na cycling. Błąd, ze wieczorem. O ile zjedzenie konia z kopytami po porannym treningu ma uzasadnienie w konieczności wciągnięcia pożywnego śniadania co by dobrze zacząć dzień to jednak sowita kolacja po 20:00 usprawiedliwienia nie ma. Niestety. Poszło. Tym samym ogarnęła mnie „radość w afekcie” gdy okazało się, że nie mam w domu czekolady (koniec! święta się skończyły! dosłownie i w przenośni!). Grunt to pozytywne nastawienie nawet do najbardziej beznadziejnie rysującej się sprawy. Plus dostrzegłam w tym, że jej nie zjem o czym tweetnęłam nawet ale tego nie przeczytaliście bo na tweetka nie zaglądacie. Pisałam o tym kiedyś TUTAJ – to tak odnośnie rocznych podsumowań, których nie robię. No może z małym wyjątkiem. Podsumowuję czy sprawdził mi się roczny horoskop od takiej jednej i zaraz potem biegnę po kolejny. Ech… 2015 będzie przełomowy!

Zamiast listy postanowień i rocznego podsumowania – ja w kilku słowach podsumuję jedynie grudzień. Oto one…

Nie da Ci szczęścia otaczanie się pięknymi rzeczami. Da ci je otaczanie się pięknymi ludźmi.

Patrzę w lustro na włosy, których nie potraktowałam suszarką. Spokojnie mogłabym założyć na głowę wianek z mleczy i wskoczyć do współczesnej wersji teledysku „Dmuchawce, latawce, wiatr”. Naturalne fale pozostały mi bonusie po ciąży. Co za paradoks! Dawno temu po każdym myciu głowy zamęczałam mamę o to by plotła mi warkocz dla późniejszego efektu fali, a gdy pokochałam proste – te zaczęły same kręcić coś na boku. Babie nie dogodzisz.

No więc patrzę na te włosy i w oczy, których niebieskość codziennie akcentuje mój syn i myślę. W grudniu głównie słuchałam. Tych pięknych i siebie. Był to miesiąc małych migracji. Meandrów pomiędzy miastami, rozlicznymi kafejkami, miejscami i ludźmi, których spotykałam. W grudniu tego roku wzięłam sobie na plecy bagaż. Starą, sztywną, ciężką walizkę ze skóry wyciągniętą spod szafy. Zapakowałam do niej wiele historii, emocji cieplejszych niż te wszystkie wypite kawy, pojedynczych słów, których waga większa jest od opasłego eposu.

Wiem, że w każdej chwili mogę ją otworzyć. Przebrnę przez zacinający się podrdzewiały zamek i wyciągnę to co zechcę. Nowy roku! Jestem gotowa na Twoje przybycie. Może spotkamy się w pociągu…