Dziecko daje!

Wzbogaca życie rodziców na rozmaitych płaszczyznach. Czasem zupełnie nieoczekiwanych.

Jedną z najbardziej spektakularnych „treści” jaka pojawiła się wraz z Kościakiem w naszym domu to poczucie humoru przez duże PH w/na ustach :D! Mały szybko dał po sobie poznać, że jest niepoprawnym luzakiem. Od urodzenia sypiał sobie tak:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O pozach prenatalnych nie było mowy.

Jako półroczniak, mając ponad 40 stopni gorączki i totalną padakę w ramionach taty, wybuchnął niepohamowanym śmiechem, gdy z ręki wypadła mi piłka, którą chciałam przełożyć w inne miejsce. Byłam zaszokowana. Tym, że ocknął się z chorobowego letargu żeby się pośmiać i tym, że w ogóle sytuacja go tak(!) rozśmieszyła. Przecież miał dopiero 6-miesięcy…

A później było już tylko zabawniej. Pierwsze świadome słowo? „BAM” (i śmiech) w wieku 7 miesięcy – oczywiście po tym jak znów coś wyleciało mi z rąk. A teraz to już mamy istnego Monty Pythona w wersji mini, a absurdy są na porządku dziennym. Bez mała śmiejemy się całymi godzinami i z reguły to właśnie On nasze wspólne sesje śmiania świadomie prowokuje. A że jest to przypadłość zaraźliwa i najbardziej bawi nas to, że my bawimy Go i że On nie może ze śmiechu wytrzymać – to i my nie możemy. Ciągle bolą nas brzuchy.

Dziecko daje!

Jestestwem uczy jak wyzbyć się bezsensownych, jak się okazuje, blokad. Uczy beztroski, spontana (kiedyś wydawało nam się, że go mamy… błąd! mamy go dopiero teraz) i umiejętności improwizacji. W okresie przed-dzieckiem nigdy bym siebie nie podejrzewała (męża tym bardziej), że będziemy radośnie, bez krępacji, żwawo podskakiwać w miejscach bardzo publicznych, z najwyższym zaangażowaniem recytować „Słonia Trąbalskiego” mijając się z ludźmi, szwędać się od stolika do stolika po restauracji (bo dziecko chce bliżej przyjrzeć się wszystkim gościom), a już chodzić bezwstydnie z plamą od jedzenia wyplutego z impetem wprost na wyjściowe ciuchy to już na pewno nie 😉

A tu proszę. Luz, blues, plaża, klapki. Totalny życiowy light sponsorowany przez błyskotliwą progeniturę. Pozostaje jeszcze tylko kupić sobie bransoletkę z pacyfką – bo jesteśmy na totalnym haju radości 😉 i trwać w tym stanie. Trwać.