Kiedyś to ja „byłam w temacie”. Kosmetyki nie miały przede mną tajemnic. Kiedyś było kiedyś, a teraz jest jak jest ;). Czas na zagłębianie się w kwestie nowinek kosmetycznych został zredukowany do minimum, czyli do kilkunastu minut w drogerii raz na jakiś czas. Plus orientacja uzyskana na bazie przeglądania reklam w ulubionych czasopismach. Tyle. Na szczęście moje aktualne wymagania nie są wielkie, pod ręką zawsze muszę mieć swój żelazny zestaw i o ten stan posiadania dbam. Może jednak czas wrócić do korzeni ;)?

Testowanie testowania.

Czy chciałabym przetestować GLOSSYBOX? Pytanie, które przyleciało do mnie z Klubu Mam Ekspertek zabrzmiało tajemniczo. Bo czym do licha jest GLOSSYBOX? Jednak „glossy”- przedrostek zabrzmiał tak „glamour”, że to musiało być coś „pretty”! Aaaaa ratunku! I ja nic o tym nie wiem? Kobieca próżność! Oczywiście, że przetestuję! Aktualne dane były takie: coś ładnego, pudełko, kosmetyki. Idealnie! „Odkrywanie tego produktu będzie dla mnie niespodzianką” pomyślałam. Jak pomyślałam, tak było…

Nie wnikałam zatem, czym tak naprawdę jest to GLOSSYBOX. Swoje urocze, różowe pudełko otworzyłam po powrocie ze spotkania Klubu Mam Ekspertek, a rozpakowywanie go wywarło efekt podobny do tego, gdy otwieramy pudełko pachnących czekoladek. Czekolada i prezenty. To jest to co kobiety lubią najbardziej, a GLOSSY właśnie takim prezentem jest. Pięknie i starannie zapakowane, a w środku zawartość do odkrycia. 5 wyselekcjonowanych mini-produktów do przetestowania. Świetna alternatywa dla takich zabieganych mam jak ja ostatnimi czasy! Rozpakowując swój BOX zastanawiałam się – skąd wiedzieli co mi dać? Znalazłam tam produkty, których sama chciałabym wypróbować. Zadziwiające. To sprawiło, że zaintrygowała mnie idea powstania tajemniczych pudełek, której zawartości nie znamy, w momencie ich kupowania.

1 2

Czym jest GLOSSYBOX?

Idea, która powstała w Niemczech ponad 2 lata temu, odniosła wielki sukces i w niezwykłym tempie dotarła do wielu krajów, w tym do Polski. Kupowanie glossy-pudełeczek to gratka dla fanek kosmetyków, ale i dla osób, które chcą komuś sprawić nietypowy prezent. To odpowiedź na zapotrzebowanie konsumentek XXI wieku, żyjących szybko, dynamicznie, lubiących nowości, a które chciałyby jednak zwolnić i mieć możliwość przetestowania fajnych rzeczy w domowym zaciszu, aby ostatecznie móc wybierać produkty idealne dla siebie.

Ciekawa inicjatywa autorów i producentów, którzy współpracują z GLOSSY, wpisująca się w lifestyle wielu współczesnych kobiet. Zarówno „sfokusowanych” na szkraby mam, jak i tworzących „Profile Piękności” w aplikacjach internetowych bizneswomen i nastolatek. Intrygujący i interesujący produkt. Będę z uwagą śledzić drogę do sukcesu polskiej edycji GLOSSYBOX.

3

Co odkryłam?

Jak wyżej napisałam – GLOSSY miał być dla mnie zaskoczeniem. Nie znałam tego produktu i w głębi duszy nie sądziłam, że w różowym pudełku odnajdę coś nowego dla siebie. Już pierwsze wrażenie przy rozpakowywaniu było takie, że produkty są szyte na miarę. Profesjonalna zalotka do rzęs EMITE MAKE-UP, świetny organiczny balsam do ust FIGS&ROUGE, czarna kredka do makijażu oczu 2 w 1 JELLY PONG PONG, olejek rozświetlający lubianej przeze mnie, sprawdzonej, ekologicznej polskiej marki PAT&RUB i suchy szampon BATISTE – mój hit

Zalotki używam raz na jakiś czas. Co do kosmetyków – mogę napisać jedno. Cała czwórka zagości na stałe w mojej kosmetyczne. Genialny okazał się suchy szampon. Miałam kiedyś okazję przetestować taki gadżet – ale wówczas nie byłam zadowolona z efektu. Więcej nie próbowałam, nie miałam przekonania. Cieszę się, że miałam okazję poznać brytyjski suchy szampon Batiste. Idealny kosmetyk do ratowania kryzysowych sytuacji. W minutę włosy stają się czyste, lekkie, puszyste i podatne na szybką stylizację. Genialny produkt za bardzo przystępną cenę! Dostępny w Polsce. Polecam!

74 5 6