Tego ranka, na Twitterze, rzucił mi się w oczy kawał. Słuchajcie:

– Arab trzepie dywan.

– Przechodzący obok Żyd pyta: Co, nie odpala?

Powiem szczerze – uśmiałam się jak dzika norka. Ale ten się śmieje kto się śmieje ostatni. Karma wraca.

Udałam się autem w miasto, ale już nie wróciłam tym samym środkiem komunikacji. Tym samym czyli własnym. A właściwie to wróciłam własnym czyli na nogach. Bo trzepałam ten cholerny dywan i nic. Dalej kurna nie poleciał. Choć w sumie nie powinnam się specjalnie dziwić bo mentalnie bliżej mi do posiadania Nimbusa 2000 niż do czarodziejskiego dywanu…

„A nie mówiłem, że trzeba było kupić Audi? Nie mówiłem? Hę?” – nie pocieszał mnie syn.

Zmarnowana po nocce z zakatarzonym dzieckiem (kto ma ten wie), wściekła, przedzierając się przez mróz minus milion i z niezrobionymi zakupami (w domyśle z pustą lodówką) – pozostało mi tylko udać się do mamy gdzie miałam najbliżej, zabezpieczyć potrzeby dziecka, strzelić sobie odżywczą kawę (jakżeby inaczej) i pomyśleć co dalej czyli jak pokonać kryzys. Picie kawy i myślenie to za mało. Istna strata czasu. Chwyciłam więc pierwsze co miałam najbliżej, a wyszło drukiem, bo zawsze coś-cokolwiek czytam i oddałam się pasjonującej lekturze. Popłaciło. Eureka! Znalazłam pomysł na życie!

Otóż w ręce wpadł mi wyświechtany „Sennik staropolski” z 1990. A tam…

  • Spotkasz starych przyjaciół jeśli śni Ci się bigos.
  • Osiągniesz zaszczyty jeśli zobaczysz we śnie burmistrza.
  • Napotkasz przeciwnika jeśli wyśnisz sobie capa.
  • A w przypadku placka cebulowego z pewnością ktoś Cię obgaduje.
  • Czekają Cię miłosne rozkosze po usłyszeniu cytry.
  • Lecz gdy usłyszysz dzięcioła – nie dowierzaj.
  • Bezwstydnikom śnią się figowe liście.
  • Dumni i bogaci śmigają po mieście w gronostajach.
  • Nadejdą ciężkie czasy w przypadku wyśnienia kamienia ciosowego.
  • Krwawa kiszka znaczy, że otaczają Cię prostacy.
  • Sporo informacji jest o occie i o odyńcu.
  • Rozwolnienie – będziesz zdrowy.
  • Lepiej nie stenografujcie we śnie.
  • To już lepiej jeśli przyśni Wam się synogarlica lub ścierwo (padlina).
  • Jest też dromader…

Kurczę! Czy komukolwiek przyśnił się kiedyś dromader albo odyniec? Czy placek cebulowy? Ewentualnie krwawa kiszka? Nie wiem. Ale wychodzi na to, że czas zacząć wizualizować sobie sraczkę i gronostaje, a pod wieczór na You Tube zapuszczać cytrę. Może akurat później się przyśnią? Jeśli zamiast suplementów wpłynie to korzystnie na zdrowie, zawartość portfela i bilans orgazmów – to czemu nie? No i chyba zacznę przyrządzać bigos. Czasem tęsknię.