Dobrze mieć moment dla siebie i ja sobie takowy postanowiłam wygospodarować. Życie mi pędzi niczym Hyperion w EnergyLandii, stroju kąpielowego nie mam czasu kupić, a wakacje… za horyzontem. Choć jedyne założenie, jakie aktualnie na nie posiadamy to wsiąść do auta, o bagaż nie dbać i wyruszyć przed siebie. Jak nas znam, na tym skrupulatnym planie się skończy, bo kto by się tam szczegółami przejmował, ale właściwie nie potrzeba niczego więcej. Tak będzie ok. Po naszemu. Droga przed nami ułoży się sama. Jak zwykle.

W ostatnich tygodniach, po głowie, kołacze mi się metafora lekcji. Wiele metafor. O jednej napiszę.

Mój maluszek nie jest już taki mały, niedawno został absolwentem przedszkola (proszę państwa!) i od września rusza do szkoły. Trzy lata temu, gdy Kostek zaczynał przedszkole, zapytałam kim chciałby zostać, gdy dorośnie. I zapisałam odpowiedź. Na kilku nośnikach i w głowie i w sercu też. Chciałbym zostać sobą – odpowiedział w sposób najbardziej oczywisty z możliwych. Zacne. Mądre. Wspaniałe. I najtrudniejsze…

Myślę sobie, że trudno człowiekowi zostać i pozostać sobą. Zawsze. Ale teraz szczególnie. W dobie niezaspokojonych ambicji rodziców, w dobie, gdy bycie sobą jest przefiltrowanym kwadratem z Insta, w dobie, gdy często być znaczy mieć lub odwrotnie. Zresztą przefiltrowanie mamy już chyba we krwi. How are you? Fine, thanks. Odpowiadamy z automatu. Nawet, gdy jest chujowo milion. Trudno znaleźć prawdziwą perłę jestestwa, ale one istnieją! Znam je! Niedoskonali, prawdziwi.

Poza tym, by moje dziecko było zdrowe, stawiam sobie jeszcze jeden cel. Zrobić wszystko, by ten chłopak mógł zostać sobą. Pozwolić na to, wesprzeć, gdy pełen ram świat, niepostrzeżenie będzie chciał go w tych konstrukcjach uwięzić. Nie dać się mu, tak jak i my, starzy, nie dajemy zawzięcie.

Nie jest łatwo, gdy odbiega się od schematów. Nie jest łatwo schematom się przeciwstawiać. Trzeba czasem trochę cierpliwości, dystansu, dobrego humoru. Akceptacja siebie i innych, pokora i umiejętność płynięcia z prądem, nawet wtedy, gdy wiedzie on na te gorsze wody, umiejętność i radość dawania, oceniania sytuacji z dystansu, z własnej, niezakrzywionej perspektywy, zrozumienia priorytetów – dają siłę, spokój, otwierają właściwe drzwi i właściwe serca.

Naprawdę – warto tę lekcję odrobić. Tylko wtedy wiatr we włosach może być prawdziwy.

W szkole, lekcja pierwsza – już we wrześniu.

Look / Denley Kids