Kameralnie, bez pompy i zadęcia, fleszy i sponsorów, przy kawie spotkały się cztery blogujące baby. Dyskusing musiał być żywy, bo kelnerka długo nie przyjmowała zamówienia gdyż nie chciała nam „przeszkadzać”, a że zainstalowałyśmy się w pewnej zielonogórskiej Deserowni – cukier obowiązkowo trzeba było uzupełnić.

No i popłynęłyśmy. Morzem estrogenów. Tak najkrócej mogłabym podsumować pierwsze spotkanie lubuskich parentingów. Nie ostatnie bo nagadać się nie było szansy i już mianowano mnie na koordynatora kolejnych.  Okej. Biorę tę funkcję. Bo spotykać się z Martą z Baby in the House, Anią (www.mrkacperowski.blogspot.com) i Magdą Matką Jedyną to najwyższa przyjemność! Czuję, że wypijemy razem wiadra kaw…

Tymczasem niedosyt.

Genialne popołudnie! Na zdjęciach brakuje Magdy, bo uciekła przed sesją pamiątkową (chciała sobie najpierw fryzurę zrobić), ale to dziewczyna medialna więc pewnie świetnie ją znacie.

DSC_0153

DSC_0149 DSC_0154 DSC_0160 DSC_0163