Chcę pomagać mu spełniać jego małe-wielkie marzenia. Zabierać go spontanicznie nad morze, oglądać czasem mecze reprezentacji, a rano odpuszczać przedszkole, co by się po wielkim kibicowaniu wyspał. Chcę zdzierać gardło podczas wyścigów Falubazu. Chcę chrupać z nim popcorn i to wcale nie bez soli i jeść czekoladę. Nie bez cukru. Tak jak dziś, chcę kończyć z nim wczorajszy tort i pozwalać mu na grzebanie w polewie, której i tak nie je. I chcę przy tym słuchać z nim muzyki z naszych płyt. I podać mu rękę, gdy poprosi mnie do tańca, a rankiem śpiewać w aucie. Chcę szwędać się z nim po kałużach i chodzić na kasztany. Chcę by wiedział, że rozumiem, iż jego mały problem to duży problem.

Chcę wychodzić z nim na nocny spacer, obserwować gwiazdy przez teleskop i marzyć o wyprawie na Księżyc. A potem chcę nie podsumowywać z nim dnia, bo woli, by opowiedzieć co wydarzy się jutro, które zaczyna się dziś. I na koniec chcę opowiedzieć mu historię, z wyliczonymi przez niego bohaterami w rolach głównych. Bajka ta nie będzie wyciszająca i kojąca lecz absurdalna. Takie uwielbia najbardziej. Wymagające wyobraźni i demaskujące pozory.

Gdy rozpoczynał przygodę z przedszkolem, zapytałam kim chciałby zostać. „Chciałbym zostać sobą”. W tym chcę go wspierać. I w zachowaniu na zawsze tego, co w nim cudowne. Umiejętności zachwytu nad tym, co dla niego piękne, zapowietrzania się z wrażenia. A piękno dostrzega wszędzie. Sam też jest najpiękniejszy, najwrażliwszy…

Chcę pomóc mu zapamiętać jego baranka i jego różę, żeby nie zapomniał i nie musiał kiedyś szukać zbyt długo. Dla niego chcę pamiętać, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. I że dobrze widzi się tylko sercem.

„To czego ludzie szukają można znaleźć w jednej róży albo w łyku wody”. Nauczyłeś mnie być lepszym dorosłym, Moja Gwiazdko.