Publiczna rozmowa znajomych…

Mama jednego: aaaaaaaaaaaa znowu chorzy!

Mama dwojga: my też chorowaliśmy ale zaaplikowałam lody w dużej ilości przez całą zimę i łącznie Mały opuścił tylko 2 dni w przedszkolu, ponadto robimy własne soki z aronii i później pijemy, może to nas trzyma. A w ogóle to nie przegrzewasz go? Nie chcę Cię straszyć, ale syn mojej znajomej miał tak samo (tzn. często chorował), osłuchowo było w porządku i dopiero z krwi i z rtg wyszło, że ma zapalenie płuc…

Najsurowszym sędzią matki – druga matka. Zero kompromisów i absurdalny wyścig. Samonapędzająca się machina ocen i prób gonienia nie wiadomo za czym. Wieczne posądzanie matek za całe zło, które przydarza się dziecku. Chore? Przegrzewasz! Mało inteligentne? Za mało kwasów omega-3. Nie układa wieży z 8 klocków? Złe klocki, a jakże! Kup takie a takie.

Matki nie swoich dzieci w lot potrafią diagnozować „problemy” innych rodzin przez własny pryzmat i zaciekle forsować swoje jedyne słuszne teorie, gdy nikt o to nie prosi. Nie ma dla matek zrozumienia. Jest karta testów, odhaczanie ptaszków i wystawianie ocen. Powielanie schematów, o których niby się wie, ale i tak się je kultywuje. Polemika z oczywistą prawdą, o której się zapomina, że „każda matka wie co dla jej dziecka najlepsze”. Dajmy wiarę w instynkt inny niż nasz, zaufajmy, nie oceniajmy i wreszcie – nie wtykajmy nosa w nie swoje sprawy. Taka moja konkluzja na dziś.