Mimowolnie skupiam uwagę na stale zmieniającym się krajobrazie.

Biorę łyk kawy z Warsa niezgrabnie zaserwowanej mi przez człowieka, którego wyraz twarzy i krzywizna ciała prognozuje nieuchronną przyszłość Quasimodo. W myślach snuję współczesną wersję historii dzwonnika. W moim teatrze piękna Cyganka z dworca otrzymuje angaż do roli Esmeraldy. Będą żyli szczęśliwie. Życiem złożonym z wyborów, w którym będą mogli być tymi kim chcą lub tymi kim nie chcą być…

Proszek, letnia woda z mobilnego kranu, dwie śmietanki… To nie mogło dobrze wróżyć… Na nic zdała się postać wizjonerki. Na szczęście jest rogal. Zrolowany przez męża mego, wypełniony po brzegi czekoladą. Wystarczy jeden chrupiący kęs by po tezie o mężczyznach z Marsa i kobietach z Wenus została tylko rysa słodkiej mrzonki malująca się na szybie pociągu.

Nie ma losu. Nie ma przypadków. Są tylko efekty wyborów…

Obserwuję mijane pejzaże. Osłabiona Królowa Śniegu chyba na zawsze została unicestwiona miłością Gerdy do Kaja. Słońce z impetem przedziera się przez szklaną barierę wyciskając łzę z oka zranionego lodowym odłamkiem. Trwa jest zielona choć to początek stycznia w Polsce.

Ludzie tego kraju mają skłonność do statystycznego ujmowania zjawisk. Czytam, że co 4 osoba jest chora psychicznie nie wiedząc o tym lub sobie tego nie uświadamiając.

Moi drodzy… paranoje nie są nasze. Daliśmy się tylko w nie wmanipulować.

Słucham szumu morskich fal, moczę rękę w skrajnie zimnej wodzie, przesypuję przez palce kilka ziaren piasku. To jest moja bajka.

1