W chwili, gdy po raz pierwszy Cię spotkałam uderzyły mnie dwa oszołamiające i irracjonalne uczucia. Żal. Ogromy żal, że poznałam Cię dopiero teraz. I drugie. Stach. Potworny, paraliżujący strach o Ciebie, który tak naprawdę nigdy mnie nie opuszcza…

Dawniej wydawało mi się, że mam do siebie dystans, że spokój ducha potrafię przekuć w niewymuszone, sponatniczne szaleństwo. Ale przy Tobie poczułam się jakbym miała przysłowiowy kij w tyłku. Dowiedziałam się o tym dopiero wtedy, kiedy się pojawiłeś.

Ale później to właśnie z Tobą, po raz pierwszy, w środku dnia, tańczyłam na rynku wielkiej metropolii, pełnym turystów z całego świata. Kręciliśmy niezdarnie zamaszyste piruety, śmialiśmy się do łez i nie wiem czy ktoś na nas wtedy patrzył. Byliśmy tylko my. Od tej pory zawsze podaję Ci rękę, gdy prosisz mnie do tańca…

To właśnie z Tobą, dumnie, paradowałam po śródziemnomorskich plażach, choć wcześniej sądziłam, że powinnam raczej chodzić brzegiem, będąc zanurzona od pasa w dół, by integrować się z przepływającymi w okolicy waleniami. Wtedy, gdy moje matczyne ciało bliższe było posturze grubej ryby niż kobiety w okolicach trzydziestki.

To z Tobą śpiewam na głos w aucie i w restauracji, choć nie mam pięknego głosu, a moją krwią nie władają procenty i z Tobą zdzieram gardło podczas transmisji meczów. To z Tobą wychodzę na nocny spacer, bo chcesz zachwycać się pięknem i potęgą gwieździstego nieba i z Tobą skaczę po kałużach.

Brzmi to ckliwie i banalnie, a jest najpiękniejszym co mogło mnie spotkać.

A jak już jesteśmy przy gwiazdach, to muszę nadmienić jak nauczyłeś mnie, że marzenia się spełniają i to nie tylko w baśniach. Pewnego dnia zapragnąłeś gwiazd. Wspomniałeś wtedy, że chciałbyś zobaczyć jak spala się meteoryt. Dwa czy trzy miesiące później wracaliśmy z zakupów. I nagle, nad roztaczającym się przed nami ogromnym parkingiem niebo rozbłysło. Przez trzy sekundy oglądaliśmy najpiękniejsze widowisko jakie może zafundować człowiekowi natura. Trwało to chwilę, ale czas jakby się zatrzymał. Na naszych oczach spalił się zbłąkany w atmosferze meteor i już kilka godzin później pisały o tym wszystkie media. Ty wiedziałeś od razu, że oto właśnie spełniło się Twoje marzenie i że nie ma rzeczy niemożliwych. „Przecież zawsze mi powtarzasz, że marzenia się spełniają!” – powiedziałeś do mnie. Powtarzam. Ale chyba dopiero wtedy tak naprawdę w to uwierzyłam. Wierzę za to w Twoje słowa, że jesteśmy tylko kilkoma cząsteczkami, które znalazły swoje miejsce w układzie słonecznym, funkcjonującym obok innych układów w nieskończonym wszechświecie. Przy Tobie, z Tobą nie jest trudno zapamiętać, że małe może być wielkie, a wielkie może być małe. Tak jak Ty. Ty, który codziennie to udowadniasz.

To właśnie Ty, jak nikt inny, pokazałeś mi czym jest beztroska. Nos ubrudzony mąką podczas wałkowania ciasta, ciuchy usmarowane farbą i zachlapana łazienka. Nauczyłeś mnie żyć na nowo, choć dawniej wydawało mi się, że czerpię z każdej chwili, że chwytam dzień. To było złudzenie, z którego mnie odczarowałeś. Prawdziwego życia nie trzeba dosięgać. Nie trzeba za nim gonić. Ono jest. To dzięki Tobie, w lesie, tulę się do drzew. Razem się do nich tulimy.

Nauczyłeś mnie tego, że zawsze można się uśmiechać. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Wtedy, gdy nam nie wychodzi, wtedy, gdy trawi nas ból i choroba, wtedy, gdy stłuczemy kolana, ale wstajemy i biegniemy dalej. Z radosnym błyskiem w oku.

Mówili mi, że kluczem do naszej relacji jestem ja. Że będę Twoim przewodnikiem. Jakaż głupia byłam wierząc w to. Kluczem jest słuchanie Ciebie i podążanie za Tobą. Kluczem jest obecność. Mówili mi, że będzie trudno. A my się po prostu dobrze razem bawimy. To taka prosta historia.

Zresztą dzięki Tobie wszystko jest proste. Jak Twoje długie rzęsy, gdy wieczorem zamykasz swe wielkie, niebieskie oczy, a ja wtedy na Ciebie patrzę i snuję opowieść, o którą mnie prosisz. Codziennie tę samą, a jednocześnie inną. O jutrze, które zaczyna się dzisiaj.

Nauczyłam się dzięki Tobie, że szczęście oznacza dawać nie brać i być, a nie udawać, że się jest. Dumna jestem, że Ty jesteś. Pełna podziwu dla Twej niezwykłości, którą dostrzegają wszyscy. W oczach i w sercu masz miłość. Piękną, autentyczną, taką, którą możesz przenieść każdą górę. I w każdej chwili przypominasz mi, że ja też mogę. Dziękuję Ci!

„To czego ludzie szukają można znaleźć w jednej róży albo w łyku wody”. Nauczyłeś mnie być lepszym dorosłym – mój synku.