Now I Lay Me Down to Sleep…

/”Teraz udaję się na spoczynek” – fragment dziecięcej modlitwy/

Bliźniaki z Łomży.

Zapewne słyszeliście o 5-letnich bliźniakach z Łomży, izolowanych przez całe życie od świata, więzionych w kojcu i głodzonych przez ich własnych rodziców. Przysięgam. Nóż mi się w kieszeni otwiera gdy tylko o tej sprawie pomyślę. Serce mnie bolało, gdy dawno temu uczyłam się o takich przypadkach na psychologii i wprost nie mogę uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się w XXI wieku w „cywilizowanym” kraju… Ja już pomijam to, nad czym skupiają się teraz wszyscy. Co to za rodzice? Gdzie szukać współwinnych: kościół, przychodnia, sąsiedzi? Itd. Na znieczulicę i brak reakcji (pisała ostatnio o tym Ambiwalencja Stosowana) rady niestety nie ma.

Wyobrażam sobie co mogły czuć i nadal czują te dzieci. Jakie one musiały być samotne i skrzywdzone, tym bardziej, że tuż obok, za meblościanką, „toczyło się życie”. Jaki potworny ból odrzucenia musiały przeżywać, o fizycznym nie wspominając. Przy życiu trzymało ich chyba tylko to, że mieli siebie…

Paradoks.

Zobaczcie jaki ten świat jest popaprany. Z jednej strony rodzice, którzy traktują dzieci jak nic nie warte przedmioty, zamykają je w klatkach, piwnicach, mrożą w lodówkach, topią w beczkach, umartwiają na rozmaite sposoby byle tylko się ich pozbyć (bliźniaki uratował cud)… Z drugiej strony rodzice, którzy za życie i zdrowie dziecka oddali by wszystko, celebrujący każdą nanosekundę z maluchem…

Tak jak rodzice umierających i martwych Aniołków objętych pomocą fundacji „Now I Lay Me Down to Sleep”. Powstała ona dzięki Cheryl Huggard . W 2004 roku urodziła ona bardzo chorego synka, którego życie podtrzymywała aparatura. Przed przeprowadzeniem go na drugą stronę, rodzice poprosili fotografkę Sandy Puc o wykonanie im zdjęć, na których przytulali swoje maleństwo w ostatnich chwilach jego życia… Wzruszające prawda?

Rok później Cheryl i Sandy założyły fundację, która tworzy pamiątkowe zdjęcia dla rodziców doświadczających śmierci maluszków, również tych nienarodzonych. Fundacja powstała w USA ale działa już  ponad 40 krajach świata i zrzesza 11 tysięcy wolontariuszy. Co to oznacza? Że rodzice tego potrzebują. Nie oceniajmy zatem czy to etyczne, kontrowersyjne, do przyjęcia czy nie. Nie próbujmy stawiać się w ich sytuacji. Popatrzmy. Popłaczmy.