Średnio raz w roku mamy taki okres, że nachodzą nas wspomnienia. Niezupełnie mimowolnie. Po prostu zbliża się TA data i chcemy na chwilę przenieść się w czasie. Do tego wyjątkowego dnia. Czy najpiękniejszego w życiu? Do jednego z najpiękniejszych, a na pewno doskonałego. Włączamy film. Raz, drugi, trzeci, aż znów nam zbrzydnie i będzie obrastać kurzem przez kolejny rok. W każdym razie na tą chwilę, poza pierwszym sezonem „Gry o Tron”, który przytargaliśmy sobie z Empiku właśnie z okazji nadchodzącej rocznicy, jest to topowy obraz wyświetlany w naszym domu. Również Kosta bardzo lubi oglądać mamę i tatę w filmie, do którego osobiście dobieraliśmy muzykę, więc i jemu się podoba, a już szczególnie gdy akurat autem jedziemy. Nie żeby nasze facjaty go tak przyciągały 😉

Fajnie tak wrócić wspomnieniami. Fajnie, gdy łza się w oku zakręci na widok naszych uśmiechów i emanującej radości. Fajnie po latach stwierdzić, że tamtego dnia wszystko było doskonałe. Że gdybyśmy mogli przeżyć to jeszcze raz, to nie zmienilibyśmy niczego. Fajnie przypomnieć sobie, że dla nas była to najlepsza impreza na jakiej byliśmy. Autentycznie. Wtedy, po 10 latach związku, my – stare małżeństwo, ślubowaliśmy na luzie, zero stresu, fun na 102. Na skrzydłach niosła nas radosna chwila i pewność, że wszystko zapięte jest na ostatni guzik. Faktycznie, nie bez znaczenia był fakt, że nie było to MOJE pierwsze wesele. Tylko jakieś osiemdziesiąte. Bo tyle miałam ich już wtedy na koncie, choć męża tylko jednego 🙂 /www.efekt-wow.pl/ Dziś pozostały nam zdjęcia, film i miłość, co to się dosłownie rozmnożyła.

Zdjęcia – http://slub-foto.org/