Pan Kazik to nasz ulubiony mechanik. Mamy do niego sentyment, tak jak do naszej pierwszej fury – Fiata126P z 1979, którego Pan Kazik onegdaj reperował…

Samochody często się zmieniały. Pan Kaźmirz naprawiać ich już nie chciał bo za bardzo zaawansowane, a u niego w warsztacie wciąż wisiały ilustracje silników Trabanta, Syreny…

Pan Kazio to jednak urodzony auto-maniak. Poza umiejętnościami, to ten komputer co skanuje auto na kanałach wypasionych autoserwisów – to Pan Kazik to ma w oczach. I radary wyostrzone. Znaczy słuch.

Dlatego, gdy coś nam puka, nawet w tych zaawansowanych, to na początek jedziemy do Pana Kazia. Co najmniej na zdiagnozowanie.

I pewnego dnia coś przy lewym kole zapukało na zakręcie.

Dzwonię do Pana Kazika.

– Panie Kaziu. Coś przy lewym kole puka! Przyjechałabym…

Dodam, że Pan Kazik jest takim… neurotycznym introwertykiem, co przez tych kilkanaście lat dało się zauważyć.

– A daj mi spokój! Nie przyjeżdżaj. Tłumy tu mam, nie mam czasu.

– No dobra. A kiedy Pan znajdzie chwilę?

– A nie zawracaj mi dupy. Kończę już bo lać mi się chce. Tylko mi wieczorem nie przyjeżdżaj bo będę po piwku i się nie przejadę. Bądź w piątek.