Mówiłam, że będę pisać z wysokości?

Nie daliśmy się i nie dopadła nas przedświąteczna gorączka. Podczas gdy większość świata szturmuje sklepy, piecze aromatyczne pierniki i przygotowuje się już do świąt – my, jak zwykle na spontanie, wyskoczyliśmy sobie w góry. Te nasze, pośród których ładnych parę lat spędziliśmy. Cóż… świąteczny klimat ostatnio wychwyciliśmy ale wygląda na to, że choinka do samej Wigilii znów będzie musiała zaczekać. Co tam! W Wigilię i tak ubiera się ją najfajniej, a my? Nie bylibyśmy sobą gdyby… 😉

Przed końcem kolejnego roku postanowiliśmy zmienić otoczenie, złapać oddech, nabrać dystansu do niektórych spraw i w ogóle ruszyć się gdzieś dalej gdyż ostatnio na wspólne wypady nie było czasu. Klatka.

I tak sobie jechaliśmy wczoraj i dumaliśmy. A gdy byliśmy już na „swoich terenach” – ruszyła fala wspomnień. A tu robiliśmy to, a tu tamto. A w tym miejscu dzwoniliśmy do mamy, powiedzieć jej, że chłopak będzie. A pamiętasz jak…? Deja Vu. Tysiąc obrazów, które miały miejsce kilka lat temu kłębiło się w naszych głowach. Fajnie tak. Naprawdę fajnie.

Nogi pod kocem. Drzewa przed oczami. Rozpalony kominek za plecami. A pewna mała urocza dziewczynka, tuż obok, śpiewa swojej mamie kolędę. Relaks. Przedświąteczny.

A jeśli chcecie zobaczyć co u nas – zapraszam na Insta.

IMG_20131220_084354