Ostra jazda na porodówce! Bóle krzyżowe. Skąd się biorą? Komu mogą się przytrafić?

Poród krzyżowy.

Tak zwany.

Dawno temu, kiedy chodziłam jeszcze z małym brzuszkiem ciążowym, pewna starsza Pani powiedziała do mnie tak: „żeby tylko Pani w bólach krzyżowych nie rodziła…”

Eeee tam… niemożliwe – pomyślałam. Ale tak już mam, że jak coś wydaje mi się niemożliwe – to zawsze mi się to zdarza 😉 Dlaczego tym razem miałby być inaczej?

Więcej pisałam o porodzie TUTAJ. Był jaki był, a później przyszła refleksja – skąd te bóle w ogóle się biorą? Kto jest na nie narażony? I oczywiście – dlaczego akurat ja? Na porodówce się tego nie dowiedziałam. Generalnie lekarze wobec „mojego problemu” byli zupełnie niewzruszeni,  wobec tego domyślam się, że „porody ekstremalne” 😉 po prostu się zdarzają, więc i nie dziwią.

Zaczęłam grzebać w sieci. I powiem Wam – wciąż jestem niesamowicie zdziwiona – jak mało informacji jest na ten temat! Wszystkie strony czasopism dla kobiet w ciąży, portale parentingowe i tym podobne – wałkują temat porodu wzdłuż i wszerz, a o bólach krzyżowych podczas porodu huczą jedynie fora pełne zaszokowanych(!) taką zaskakującą „przygodą” kobiet…

Może i problem dotyczy niewielkiego odsetka? Nie wiem. Do żadnych statystyk też nie dotarłam. Ale mając na uwadze fakt, iż np. o SIDS można przeczytać dosłownie wszędzie, a dotyczy to ok. dwóch przypadków na 1000 to czemu o porodach krzyżowych jest tak cicho? Może taki termin w ogóle nie funkcjonuje w medycynie? Nie rozumiem. Można poczytać o bólach krzyża przed porodem, zwiastujących poród, po porodzie, ale w trakcie? Ni cho cho!

Ostatecznie dogrzebałam się do dwóch teorii na temat źródła tego specyficznego bólu.

Pierwsza.

Mówi o tym, iż są spowodowane tym, że dziecko, przechodząc przez kanał rodny – uciska na nerw w kręgosłupie. Mając na uwadze fakt, iż ból ten jest faktycznie odczuwalny jakby milion „nerwików” w dole pleców skręcało się niczym lina w kierunku rdzenia – to rzeczywiście – coś w tym jest. Z drugiej jednak strony – bóle zaczęły się u mnie natychmiast po podaniu oksytocyny więc czy w tej jednej sekundzie dziecko zmieniło pozycję i zaczęło naciskać na nerw? Nie znam się. Lekarz musiałby się wypowiedzieć.

Druga.

Teoria druga mówi o tym, iż na poród krzyżowy narażone są głównie kobiety, które mają tyłozgięcie macicy. Fakt 1 – mam i ja. Fakt 2 – żaden ginekolog nigdy o ewentualnych konsekwencjach takiego stanu posiadania mnie nie informował.

Oto cytat z chyba jedynego (!) miejsca w sieci, gdzie ktoś zajął się poważnie tematem – z bloga www.blog.przedporodem.pl: „Więzadła macicy, które mają miejsce przyczepu w lędźwiowym odcinku kręgosłupa, są w takim przypadku krótsze niż przy prawidłowym ułożeniu. Podczas skurczu macica napina się ku przodowi  i mocno naciąga więzadła powodując ból. Podobny mechanizm może występować podczas miesiączki i być przyczyną dotkliwych bólów. Jest duże prawdopodobieństwo, że jeśli kobieta ma bóle kręgosłupa podczas okresu to może się spodziewać podobnych sensacji w czasie porodu.” Dzięki Ci kobieto!

Można tu znaleźć także wskazówki, jak ten ból zniwelować, ale w moim odczuciu – raczej nieprzydatne. Bo TEN ból jest nie do złagodzenia! A próg mam naprawdę wysoki. Próbowałam wszystkiego. Myślę, że tylko farmakologia może pomóc, choć z forumowych dyskusji wynika, iż zdarza się, że w tym wypadku średnio działa…

Dodam, że tyłozgięcie to nie wyrok na poród krzyżowy. Bo zdarzają się one i kobietom z przodozgięciem, i kobietom, których pierwszy poród był „klasyczny” bądź na odwrót. Bywa rożnie, ale jedno jest pewne. Dobrze byłoby być na taką ewentualność przygotowanym…

Wy byłyście? Jesteście?