IMG_20130724_085858

Jedziesz tu niemal tyle czasu, ile jest potrzebne by dostać się z Polski na jedną z europejskich wysp. Wliczając oczekiwanie na lotnisku, lot i transfer. Pół dnia spędzasz w korku, na końcu którego okazuje się, że roboty drogowe mijałeś tylko raz, z czego zajmowały one wyłącznie pobocze, żadnych zwężeń, świateł i nawet dziur jakby coraz mniej. Ot, to tylko jadą polscy kierowcy. Prawie o tym zapomniałam…

Po drodze stajesz w Macu. Przynajmniej wiesz co jesz i brzuch Cię nie rozboli. I Ile by Mac Managerzy kampanii foodowo-blogowych nie zrobili to klima ustawiona w lokalach na jakieś 13 stopni nadal wkurza. Jedz i wypad bo zamarzniesz. Nie lubię.

Gdy już wreszcie dotrzesz na miejsce to jedno zdecydowanie jest na plus dla wakacji w kraju. Co by nie mówić, że za tą samą kasę masz tydzień nad oceanem, to warunki pobytu w Polsce są o niebo lepsze.

Dotrzesz, odpoczniesz, zaczekasz aż tabletka na ból głowy zacznie działać i ruszasz. Na początek oczywiście plaża. Morze przecie trzeba zobaczyć. Piaszczysta, szeroka, napisałabym, że szpilki nie wciśniesz … ale wciśniesz. Szpilki to nawet dosłownie. Lans musi być. Pączki, gorące pączki, lody! Krajowa odmiana zagranicznych „firmowych” zegarków spod pazuchy. Tyle, że tam to wszystko cichaczem, a u nas szum morza wzbogacony jest o piosenki o zawartości lodówek turystycznych. Prawie o tym zapomniałam…

Po zaliczeniu plaży kierujesz się do centrum. Portrecik strzelić sobie można. Nic to, że włosy po kąpieli w morzu są jakie są, a za outfit robi strój kąpielowy. Goferka można zjeść i lody amerykańskie. Albo wędzoną rybkę sprzedawaną wprost z campingu obklejonego od środka lepami na muchy. Dla dziecka konia na kółkach możesz wynająć i towarzystwo międzynarodowe napotkać. Kuracjusze from Germany.

No i wisienka na torcie. Miuzik. Everywhere. Hity lat 90 na full prosto z kombiaka, 2+1 przerobione na disco polo wprost z „ośrodków”, Weekend zewsząd. Oł je! Tralalala.

Od lat nie spędzałam wakacji nad polskim morzem. Zawsze jakieś marce, wrześnie, październiki. Czy coś się zmieniło? Nie zmieniło się nic. Ale ten nasz narodowy folklor i tak ma w sobie coś, a nasze morze najpiękniejsze. Prawie o tym zapomniałam…