Pamiętacie „kontrowersyjnego” posta o presji na przyuczanie dziecka do korzystania z nocnika?

W środowisku rodziców i innych zainteresowanych występuje jeszcze jedno źródło zawoalowanych nacisków. Tym razem chodzi o smoczek. Ale przewrotnie – wcale nie jest to presja na „nie dawać smoczka!” (MNIEJSZOŚĆ). O nie, nie! Wręcz przeciwnie – na „dawać” (WIĘKSZOŚĆ)! Nielogiczne?

Szkoda, że wybory rodziców w takich, w sumie banalnych, sprawach w ogóle są poddawane ocenie innych czy kwestionowane. Naprawdę, to czy czyjeś dziecko jest tylko POTENCJALNIE zagrożone wadą zgryzu itd. snu z powiek mi nie spędza. Generalnie mam to w nosie i gdyby nie „presja” na „dawać” w ogóle bym się nad tym nie zastanawiała. I w drugą stronę. Nie rozumiem dlaczego ktoś „ubolewa” nad faktem, że dziecię smoka nie zaznało, a raczej nad tym, że rodzic „tak się męczy, a przecież miałby łatwiej”.

Ale jest tak: jak nie podajesz pociesze smoczka, to znaczy, że aspirujesz do tytułu rodzica dobrego wręcz „idealnego”. A że wszyscy wiedzą, że takowy nie istnieje – jesteś narażony na swoistą prześmiewczość ze strony tych, co się złamali lub po prostu z założenia dali dziecku smoka bez chwili zastanowienia (w zasadzie takich osób jest chyba najwięcej, bo w przyrodzie występuje pewien mechanizm: dziecko = smoczek). Że niby chcesz coś udowodnić, a może zataić listę swoich małych niepowodzeń, które przecież masz. Ha! Mamy Cię!

Wokół całej tej wyimaginowanej idealności czy nie idealności panuje zresztą kolejne wysokie ciśnienie objawiające się modą na kreowanie postawy przeciwnej! Naprawdę? Jesteś dobrym rodzicem? Tak uważasz? Eeeee, nie udawaj! Na pewno spotyka Cię masa potknięć i nieraz, w przypływie braku cierpliwości chciałbyś dzieckiem potrząsnąć bądź rzucić o ścianę. Teraz podobno wszyscy tak mają! Naprawdę? Ja nie. Czy tak trudno w to uwierzyć, że cierpliwi i przygotowani psychicznie do swojej roli też istnieją? Choć wcale do dążenia do ideałów im nie spieszno…

Wracając do meritum: jeśli z kolei podajesz dziecku smoczek, to znaczy, że jesteś zupełnie normalnym rodzicem, tym samym przyznajesz się do oczywistych słabości, które każdy rodzic ma i wtedy jesteś w 100% akceptowany społecznie. W końcu kiedyś obiad trzeba ugotować i czasem zatkać dziecko w sklepie bo krzykiem wstydu narobi. Dziecko ciche równa się grzeczne. Dziecko grzeczne równa się dobry rodzic. Taka jest mentalność. Czyli postawa bądź co bądź mniej sprzyjająca zdrowiu dziecka jest bardziej akceptowalna niż ta druga. Grunt, że jesteś w większości. Jeśli masz ją za plecami – jesteś usprawiedliwiony.

My smoka Małemu nie podawaliśmy. Nigdy. Nasza decyzja, ale i nasze ponoszenie konsekwencji. Nie mieliśmy okazji spróbować więc nigdy nie odczuliśmy jego braku. Dziecko mamy spokojne zatem wielkich kryzysów i pokusy raczej nie było, ale przyznam, że zastanawiałam się czasem czy w danej sytuacji smoczek rozwiązałby problem. Np. gdy Mały jeździł jeszcze w gondoli i w środku zimy musiałam go z niej wyciągać na spacerze i przytulać bo płakał. Pewnie smoczek załatwił by sprawę, ale radziliśmy sobie bez niego. Jesteśmy zadowoleni i zrobilibyśmy tak raz jeszcze jednak złapałam się ostatnio kilka razy na tym, że unikam rozmów na temat smoczka z innymi mamami. Kurde. Powiem Wam, że normalnie wstyd się przyznać, że się dziecku smoczka nigdy nie dawało (a przecież to raczej powód do zadowolenia niż do wstydu!), żeby nie zaliczyć wywijania oczami u współrozmówcy i znaczącego kiwania głową albo komentarzy w stylu: „a My dawaliśmy i nic mu nie było” itd. Jeśli to próba usprawiedliwiania – ja go naprawdę nie potrzebuję. Nie moja sprawa. Twoje dziecko. Twoja decyzja. I pewnie dobra, bo dzieci różne są. Ale Ty też nie oceniaj mnie jako pseudo-ideała.

A jak jest u Was? odczuliście jakąś presję dawania bądź niedawania?