„Mamo! Wiem ile masz lat! 34!” – zaskoczył mnie dziś rano, tuż po tym jak otworzyłam oczy. „Jeszcze nie synku, dziś mam jeszcze 33!” – stwierdziłam, że przeciągnę w czasie to, co nieuniknione. Dzień dobiega końca, wigilia moich kolejnych urodzin też, nieuniknionego obejść się nie da, z drugiej strony problem jest z kategorii trywialnych i nie będę dalej zaprzątać nim sobie głowy. Nawet mimo tego, że kwestia pojęcia sensu przemijania nie daje mi czasem spać. Dziś i jutro i potem – wolę jednak skupić energię na tym, by znów wyjść bez szwanku. Płynne wychodzenie z zakrętów to przecież moja specjalność…

Jutro urodziny. Rano do łóżka wjedzie moja kawa, zaserwowana przez męża jak zwykle. Potem zrobię sobie drugą i pomyślę. Lubię towarzystwo filiżanki i gdy tak sobie razem milczymy. Myśli mi się wtedy dobrze. Może odpuszczę trochę obowiązków, by złapać balans i nim odbiorę młodego w południe, co by wspólnie zaliczyć kolejną wizytę u lekarza – skoczę na jakieś zakupy… Zobaczę. Wieczorem jubileuszowa lampka wina, w sobotę mam w planie zrobić coś dla siebie. Coś dla siebie – byłoby dobrze, gdybym trwała w tej myśli i w czynie tym również w kolejnych miesiącach. Nie tylko w październiku, który całkiem ładny w tym roku. Słońcem rozpieszcza, dywanem z kasztanów i kolorami. Marzę, by wyruszyć przed siebie. Zobaczyć jak zmienia się i mieni barwami mijany krajobraz. Może uda się w niedzielę. Nie chcę z tym czekać, bo jesień ucieka mi najszybciej, a potem robi się ciemno i długo, długo nic. Muszę chłonąć. To moja energia.

Potem zacznie się nowy tydzień. Wiem, że nie pozwoli mi wypaść z sentymentalizmów, bo minie sześć lat odkąd jest z nami Kosta. Nasze światło. Chłopiec niezwykły i fascynujący. Nieustannie mam ogromną chęć sprawiania mu radości. Trudny czas za nim i w te urodziny chcę go uszczęśliwić szczególnie. I mam plan. Nie widzicie tego, ale możecie sobie wyobrazić jak uśmiecham się szelmowsko pisząc to teraz.

A co dalej? Samo przyjdzie. Otworzę to, co jedynie czeka na właściwy moment i na przecięcie czerwonej wstęgi, zamknę siedem lat, o których mówi się, że chude, trudne i smutków pełne. Bo obliczyłam, że właśnie upływają, a ktoś bliski powiedział, że teraz karta się odwróci. Więc proszę bardzo! Ja wytrwałam i cierpliwie czekam. Wszak jestem najcierpliwsza ze znanych mi osób. I wciąż odwzajemniam uśmiechy. Mimo wszystko.