Rzutem na taśmę, trzeci maj, niedziela, wolne popołudnie. Jeśli jeszcze nie wiecie co z nim zrobić – polecam Wam wybrać się do kina na film „Ze wszystkich sił”.

Mnie do jego obejrzenia zachęcił zwiastun jaki widziałam w kinie kilka miesięcy wcześniej i już wtedy spodziewałam się tego co miało nastąpić.

Tak. Film jest przewidywalny. Jeśli ktokolwiek widział plakat promujący – wie, że jako widz będzie poprowadzony co najmniej na start jakichś zawodów. W tym przypadku na start Triathlonu Ironman w Nicei. Morderczego wyścigu, w którym do pokonania są niemal 4 km pływania (otwarty akwen – jezioro, morze, ocean w zależności od miejsca), 180 km jazdy na rowerze i ponad 42 km biegu (maratoński dystans). A to wszystko do pokonania jednego dnia, w limicie czasu 16 godzin!

Pierwszy w Polsce Ironman Herbalife Triathlon – już w tym roku, w sierpniu, w Gdyni!

Okazuje się, że niektórzy recenzenci krytykują tę przewidywalność. Ale moim zdaniem takie było założenie i reżyser umacnia nas w przekonaniu co do tego jak potoczy się film – już w pierwszej scenie. Jednocześnie jest ona jedną z tych, która chwyta za serce. Od razu wprowadza widza w stan ścisku żołądka. Twórcy filmu nie dają nam powodów do tego by sądzić, że będą w tym filmie jakieś niespodziewane zwroty akcji.

O co chodzi? O to, że w zawodach chce wystartować nastoletni Julien – chłopak po porażeniu mózgowym przykuty do wózka inwalidzkiego. Chce zrobić coś niezwykłego ale przede wszystkim zbliżyć się do gruboskórnego ojca, który przez lata nie potrafił pogodzić się z chorobą syna. To właśnie ich trudna relacja jest najważniejszym przedmiotem tego obrazu. Ich odrębna a później wspólna walka „ze wszystkich sił”. Nieugiętość chłopca w starciu o szczęście w rodzinie i miłość ojca. Szamotanie się jego ojca, który musi pokonać głównie swój wewnętrzny ból i bunt wobec wydarzeń, które położyły się cieniem na jego życiu.

Ale mamy tu też inne wątki. Starania nastolatka by nieco uwolnić się spod skrzydeł nadopiekuńczej mamy, pogoń chłopca za spełnianiem marzeń czy choćby próby naprawienia relacji małżeńskich pokomplikowanych pod wpływem życia nastręczającego więcej trudności niż przeciętnie.

Temu wszystkiemu zaradzić ma udział ojca i syna w Ironmanie, w którym ostatecznie udaje im się wystartować.

Film pełen uskrzydlających momentów, wspaniałych górskich widoków i banalnych, ale jakże istotnych w życiu prawd, o których tak łatwo się zapomina…

Film dla ojców. Niezależnie czy ich dzieci są sprawne czy nie. Ojców, którzy często nadal są trochę z boku. Ojców, dla których jeszcze nie jest za późno by nimi być. I dla wszystkich innych ojców także. Polecam!