Świat pełen jest takich historii. Myślałam, że są niedorzeczne, że nie da się być kimś innym. Dopóki mnie to nie spotkało! Zostałam bezczelnie wykorzystana, zmanipulowana. Zgubiła mnie naiwność, niewinność, ciepło mego młodego ciała.

Straciłam dobrą energię jakby ktoś ją ze mnie wyssał. Upoił się nią, a teraz pewnie śpi i bawi się w pijackim amoku na przemian, niczym Bachus podczas winobrania.

Wierzcie mi! Poczułam to na własnej skórze!

Otóż w jednej chwili stałam się zupełnie innym człowiekiem. Tak! To jest możliwe! To moje świadectwo! Przeszłam głęboką przemianę. Tak zachowuje się człowiek ukłuty przez doskwierza dotkliwie. Człowiek wypompowany z najcenniejszego posiadanego surowca.

Znacie kogoś kto jest toksyczny? Ktoś taki potrafi skutecznie utrudnić życie, stać się Twoją nieuświadomioną obsesją, której chcesz się pozbyć. A ona wraca i wraca i brzęczy Ci do ucha niemiłosiernie o  tym, że się nie uwolnisz.

Zadane mi rany cięte zaczęłam rozpamiętywać, rozdrapywać do krwi. Z osoby sympatycznej, otwartej dla innych stałam się niedostępną, syczącą żmiją. Tej przełomowej nocy byłam nową sobą. Złą, wkurzoną, nienawistną. Stałam się egoistką i sądziłam, że pozostanę taką permanentnie.

Myślałam tylko i wyłącznie o tym by zapomnieć co czuję. By się znieczulić. Myślałam o tym by… zabić. Odebrać skradziony mi podstępem skrawek siebie, a potem zatrzeć ślady miejsca potwornej zbrodni kiełkującej w mojej głowie.

Zmyć tę plamę krwi i z premedytacją, jak gdyby nigdy nic, wyjąć coś zimnego z lodówki, schłodzić swoje własne rany wynikłe z nierównej walki… Wreszcie spokojnie wypić lampkę wina. Oczywiście czerwonego.

A wszystko przez to, że upierdzielił mnie komar.